Dorota

Dorota
Kobieta
Kraków

Ulubione produkty

Zakupione w Dolce.pl

Hermes Terre d'Hermes Flacon H 2014 Woda perfumowana spray 75ml
Gucci Bloom Woda perfumowana spray 30ml
Guerlain Shalimar Woda toaletowa spray 50ml
Bourjois Mascara Volume Reveal Zoom X3 Mascara Pogrubiający tusz do rzęs 21 Radiant Black 7,5ml

Chcę mieć

Cartier La Panthere Etincelante Woda perfumowana spray 25ml
Atelier Cologne Gold Leather Woda kolońska spray 100ml
Gucci Bloom Nettare Di Fiori Woda perfumowana spray 30ml
Hermes Twilly Woda perfumowana spray 85ml
Molinard Ambre Lumiere Woda perfumowana spray 90ml
Sisley Soir de Lune Woda perfumowana spray 30ml
Perris Monte Carlo Ylang Ylang Nosy Be Woda perfumowana spray 100ml

Uwielbiam

Atelier Cologne Gold Leather Woda kolońska spray 100ml
Yves Saint Laurent Opium pour Homme Woda toaletowa spray 100ml
La Perla Woda perfumowana spray 80ml
Paloma Picasso Woda perfumowana spray 50ml
M. Micallef Gaiac Woda perfumowana spray 100ml
Dana Tabu Woda kolońska spray 88ml
Clinique Aromatics Elixir Woda perfumowana spray 45ml
Givenchy Les Parfums Mythiques Extravagance d'Amarige Woda toaletowa spray 100ml
Lancome Poeme Woda perfumowana spray 50ml
Joop! Femme Woda toaletowa spray 100ml
Van Cleef & Arpels First Woda toaletowa spray 100ml
Hermes Un Jardin sur le Nil Woda toaletowa spray 50ml
Givenchy Amarige Woda toaletowa spray 50ml
Guy Laroche Drakkar Noir Woda toaletowa spray 100ml
Estee Lauder Knowing Woda perfumowana spray 75ml
Estee Lauder Sensuous Noir Woda perfumowana spray 50ml
Christian Dior Poison Woda toaletowa spray 50ml
Christian Dior Dune Woda toaletowa spray 50ml
CHANEL Coco Woda perfumowana spray 50ml
CHANEL No19 Woda perfumowana spray 50ml

Używam

Annick Goutal Un Matin D'Orage Woda toaletowa spray 100ml
Gucci Bloom Woda perfumowana spray 30ml
Salvador Dali Perfumowana woda toaletowa spray 50ml
Serge Lutens Chergui Woda perfumowana spray 50ml
Serge Lutens Cedre Woda perfumowana spray 50ml
La Perla Woda perfumowana spray 80ml
M. Micallef Gaiac Woda perfumowana spray 100ml
Sarah Jessica Parker Lovely Woda perfumowana spray 50ml
Jil Sander No. 4 Woda perfumowana spray 100ml
Givenchy Ysatis Woda toaletowa spray 100ml
Atelier Cologne Vanille Insensee Woda kolońska 100ml
Givenchy Les Parfums Mythiques Extravagance d'Amarige Woda toaletowa spray 100ml
CHANEL Coco Woda perfumowana spray 50ml
Lancome Poeme Woda perfumowana spray 50ml
Joop! Femme Woda toaletowa spray 100ml
Laura Biagiotti Roma Woda toaletowa spray 50ml
Lanvin Arpege Woda perfumowana spray 100ml
Van Cleef & Arpels First Woda toaletowa spray 100ml
Hermes Le Jardin de Monsieur Li Woda toaletowa spray 50ml
Hermes Un Jardin sur le Nil Woda toaletowa spray 50ml
Etat Libre d'Orange Archives 69 Woda perfumowana spray 100ml
Etat Libre d'Orange Bijou Romantique Woda perfumowana spray 100ml
Givenchy Amarige Woda toaletowa spray 50ml
Clinique Calyx Woda perfumowana spray 50ml
Clinique Aromatics Elixir Woda perfumowana spray 10ml
Hermes Kelly Caleche Woda perfumowana spray 100ml
Hermes 24, Faubourg Woda perfumowana spray 50ml
Estee Lauder Sensuous Noir Woda perfumowana spray 50ml
Christian Dior Poison Woda toaletowa spray 50ml
Christian Dior Dune Woda toaletowa spray 50ml

Nie dla mnie

Christian Dior Hypnotic Poison Woda toaletowa spray 30ml
Jean Paul Gaultier Scandal Woda perfumowana spray 30ml
Carven L'Absolu Woda perfumowana spray 50ml
Aquolina Pink Sugar Woda toaletowa spray 50ml
Aquolina Gold Sugar Woda toaletowa spray 50ml
CHANEL Gabrielle Woda perfumowana spray 35ml
Boucheron Woda perfumowana spray 100ml
Gucci Rush Woda toaletowa spray 50ml
La Perla J'Aime Woda perfumowana spray 30ml
Emanuel Ungaro Fruit d'Amour Turquoise Woda toaletowa spray 100ml
Lacoste pour Femme Woda perfumowana spray 90ml
Yves Saint Laurent Black Opium Woda perfumowana spray 30ml
Yves Saint Laurent Black Opium Floral Shock Woda perfumowana spray 90ml
Lancome Hypnose Woda perfumowana spray 50ml
Lolita Lempicka So Sweet Woda perfumowana spray 80ml
Lolita Lempicka Sweet Woda perfumowana spray 50ml
Cacharel Amor Amor Woda toaletowa spray 30ml
Paco Rabanne Lady Million Monopoly Collector Editioin Woda perfumowana spray 80ml
Serge Lutens L'Eau de Paille Woda perfumowana spray 50ml
Serge Lutens Arabie Woda perfumowana spray 50ml
Guerlain Mon Guerlain Woda perfumowana spray 30ml
Christian Dior Hypnotic Poison Woda toaletowa spray 50ml
Christian Dior Poison Girl Eau De Toilette Woda toaletowa spray 30ml
Giorgio Armani Emporio Because It's You Woda perfumowana spray 30ml
Nina Ricci L'Air du Temps Woda toaletowa spray 50ml
Nina Ricci Nina Woda toaletowa spray 80ml
Lanvin Marry Me! Woda perfumowana spray 50ml
Prada Candy Woda perfumowana spray 30ml
Juicy Couture Viva la Juicy Woda perfumowana spray 100ml

Napisane opinie

Perfumy od początku bardzo słodkie, nie wyczuwam żadnych konkretnych nut, a szkoda, bo może gdybym wyczuła morelę, wydałyby mi się ciekawsze. Może, choć wątpię, bo zapach jest dla mnie straszny, przesłodzony i sztuczny, gdyby była możliwość dałabym mu ujemne gwiazdki.

Habanita edp różni się trochę od wspaniałej wersji edt, ale to nadal świetne perfumy. Pachnie na mnie jak stara, znoszona kurtka, pod koniec pojawia się interesująca dziwna słodycz. No jak tu jej nie lubić? :) Świetna trwałość, ładny flakon, niewygórowana cena. Polecam wielbicielkom wyrazistych, intensywnych zapachów.

Miałam szampon o podobnym zapachu. Na mnie to słodki rabarbarowy kompot, pod koniec perfumy robią się lekko piżmowe. Dziewczęce, radosne, mogą spodobać się wielbicielkom owocowych zapachów. Trwałość przeciętna.

Kwiaty i owoce w obłoczkach pieprzu, na piżmowej bazie. Zapach lekko słodki, lekko pikantny, delikatny, o przeciętnej trwałości. Dzięki temu, że nie jest nachalny pasuje na większość okazji. Dobry na prezent. Polecam osobom, które lubią łagodne zapachy.

Intensywne białe kwiaty z kokosem. Najpierw mocno wyczuwalne jaśmin, gardenia oraz ylang-ylang, albo - co będziemy się oszukiwać - cała trójka drze się wniebogłosy :) Gdy po jakiejś godzinie opadną z sił pojawia się elegancki, wyważony kokos, a później wanilia. Zapach jest kremowy, kokos z wanilią wyczuwalne do końca. Ciekawe perfumy, ale trzeba lubić białe kwiaty. Trwałość bardzo dobra, piękny flakon.

Pachnie jak zasypka dla niemowląt. Nieinwazyjny, spokojny zapach. Niezbyt dobra trwałość (m. In. Nie użyto alkoholu).

Wypsikałaś się męskimi perfumami? Piłaś ziółka? Pachniesz lekarstwem, jakimiś ziołowymi kroplami - to niektóre z komentarzy jakie usłyszałam nosząc Aromatics Elixir :) Dla mnie to jeden z tych zapachów, które przywołują obrazy - w tym przypadku mam przed oczami chatkę zielarki w środku lasu albo zaczarowany domek z baśni fantasy, pełen suszonych ziół, kwiatów i tajemniczych mikstur :)
Jest to zapach mocno ziołowy i mszysty. Zioła są wytrawne, gorzkawe, podsuszone. Na pierwszym planie jest rumianek i szałwia. Dopiero po upływie dłuższego czasu można wyczuć kwiaty, a wśród nich ususzoną różę, cały czas w tle przewija się mech. Tym perfumom należy dać czas na rozwinięcie, stopienie ze skórą, wtedy pokazują cały swój urok (mnie się podobają od początku, ale lubię takie klimaty). Są intrygujące i bardzo trwałe. Blisko 50 lat temu Clinique stworzyło ten zapach jako damski, gdyby powstał teraz byłby uniseksem.

Był moment, gdy uważałam te perfumy za całkiem przyjemne, może nie jakieś super, ale całkiem fajne na lato. Dość szybko jednak zaczęła mnie w nich jednak męczyć sztuczność. To co odbierałam jako mandarynkę, teraz w połączeniu z wodnymi nutami widzę jako odświeżacz do toalety. Trwałość kiepska - do trzech godzin.

Fiołek w otoczeniu żywic i wanilii. Ciepły, z czasem robi się lekko pudrowy. Ciekawy, niezła trwałość.

Uwielbiam męskie Opium :) Obok M7 to najlepsze męskie perfumy od YSL. Dominują w nim trzy składniki, ale akcenty rozłożone są inaczej w wodzie toaletowej i perfumowanej.
W edt wyczuwam przede wszystkim anyż, porzeczka jest trochę mniej wyraźna. Zapach jest przyprawowy, później dołącza wanilia, wykończenie jest waniliowo-balsamiczne.
W edp czarna porzeczka jest bardzo wyraźna, realistyczna. Anyż lekko zaznaczony, prawie od razu pojawia się też wanilia, podobnie jak w wersji edt baza jest cudownie waniliowo-balsamiczna. Woda perfumowana jest bogatsza, cięższa, bardziej esencjonalna i słodsza.
Dla mnie obydwie wersje są idealne, doskonale zmieszane, orientalne, ciepłe, mają też bardzo dobrą trwałość. Zachęcam do wypróbowania tych, którzy jeszcze nie znają tego zapachu.

Interesujący zapach zamknięty w pięknym flakonie. Safari ciekawie zmienia się w czasie, co odróżnia go od wielu współczesnych perfum, które od początku do końca są takie same lub niewiele się zmieniają. Safari "żyje" na skórze. Początkowo jest rześki i zielony, później można wyczuć nagietki, hiacynty i narcyzy z delikatnie ziemistą nutą w tle, przez jakiś czas Safari jest duszne, szorstkawe, następnie ociepla się, jest suche, ziołowo-kwiatowe. Mam go dziś na sobie od rana, teraz zapach jest bardzo ciepły i pięknie stopił się ze skórą. Teoretycznie te perfumy powinny być idealne w jesienne czy zimowe dni, ale nosiłam go latem i wtedy wybrzmiewał jeszcze lepiej. Myślę, że nie jest to łatwy zapach, raczej nie polecam zakupu w ciemno: wielu osobom może wydać się za ciężki, zbyt bogaty, a niektórym być może retro lub trochę męski (od czasu do czasu pojawia się taka jakby kolońska nuta).

Dość słodkie owoce z pieprzem, w tle przemyka wytrawna nutka, ale szybko znika. Trwałość przeciętna.

Czuję tu głównie lawendę z pianką do golenia. Zapach koloński, teraz raczej odbierany jako retro. Pod koniec ociepla się, wyczuwalne stają się nuty drzewne i mech. Lubię takie męskie zapachy, więc ode mnie dostaje pięć gwiazdek.

Świetne a przy tym niedrogie męskie perfumy, które najlepiej wybrzmiewają właśnie teraz, zimową porą. Wyczuwam głównie elegancki tytoń i winną nutę z dodatkiem cynamonu i żywic. Lekko słodki i wyważony zapach. Polecam przynajmniej wypróbować :)

Początek jest intensywnie owocowy, brzoskwiniowo-jabłkowy, ale nie jest to zielone kwaśne jabłuszko, tylko soczyste, słodkie. Z czasem obok owoców najbardziej wyczuwalna staje się wanilia. Są ciepłe, jesienne, przytulne, o dobrej trwałości.

Bandit, Fracas i Casbah to zapachy Pigueta które mi się najbardziej podobają. Bandit jest wspaniały. Zapach gorzkich ziół, rozgrzanej ziemi, z dominującą skórzaną nutą, spod której ledwie przebijają się kwiaty i słodycz. Skóra, wytrawność z minimalną słodyczą daje dość szorstki, drapieżny zapach. Perfumy dla jędzy jak określił je mój znajomy :) Dla kogo: dla lubiących retro, wielbicielek skóry i ziół w perfumach, dla mnie ;) raczej nie spodobają się: lubiącym perfumy słodkie i bardzo słodkie, perfumy świeże, zwiewne, delikatnie kwiatowe. Dla wielu osób Bandit ma wręcz męski wydźwięk, zatem zachęcam panów do ich wypróbowania.

Szminki z tej linii Revlonu są moimi ulubionymi wśród pomadek marek drogeryjnych. Moją ulubioną jest kremowa 225 Rosewine, fajna jest też 420 Blushed. Są trwałe, dobrze napigmentowane (piękne kolory!), nie wysuszają mi ust, dobrze kryją, zapach jest dyskretny i mnie nie drażni. Dobra jakość za przystępną cenę.

Ostara spodoba się tym, którzy kochają narcyzy, a zwłaszcza żonkile, bo to one grają główną rolę w tym zapachu :) Początek jest świeży, zielono-cytrusowy potem głównie żonkile. Mam wrażenie, jakby wyczuć można było wszystko: od zielonych łodyżek po pyłki kwiatów, a nawet przez chwilę w tle pojawia się jakby zapach wilgotnej ziemi. Z czasem Ostara robi się lekko miodowa, pojawiają się inne kwiaty, ale nadal żonkile są najbardziej wyczuwalne.
Żywy, radosny zapach, jeden z moich ulubionych tej firmy. Trwałość dobra, choć mogłoby być ciut lepiej.

Bardzo dziwny zapach, początek przyciąga i odpycha jednocześnie. Taka jakby gęsta zieleń, dużo ziół, cytrusy. Potem pojawia się coś co nazwałam sobie chemiczną sosną, a to dlatego, że jest to dziwaczna nuta - niby czuję zapach sosny, ale z czymś niepokojącym w tle. Zawsze gdy wącham One Man Show na tym etapie, myślę, że tak mogłoby pachnieć na jakiejś obcej planecie (pozdrawiam wszystkich lubiących sci-fi) :) Kolejny etap zapachu jest słodkawy, skórzano-przyprawowy. Niełatwe perfumy, ale mimo, że powstały blisko czterdzieści lat temu, nie powiedziałabym, że są retro. Przeciwnie, gdyby dać One Man Show modny flakon, eleganckie pudełko oraz dużo wyższą cenę, mógłby zrobić karierę jako niszowe pachnidło. Mnie się bardzo podoba, ale zakupu w ciemno nie polecam.

Skórzany irys.
Świetny zapach, piękny, ciężki irys oraz wyrazista skóra. Perfumy sprawiają wrażenie gęstych, jakby oleistych, są bardzo intensywne. Męskie perfumy, które mają w sobie skórzane nuty zazwyczaj mi się podobają, tutaj dodatkowo zazdroszczę panom irysa. Naprawdę piękne ujęcie tego kwiatu (w damskich perfumach irys rzadko na mnie ładnie na mnie pachnie). Baza ciepła i sucha, obok skóry czuję tutaj coś co kojarzy mi się z nadpalonym drewnem. DHP widzę raczej jako elegancki wieczorowy zapach, a jeśli użyty w dzień, to na specjalne okazje. Polecam :)

Na mojej skórze dominuje konwalia z gardenią, w tle jaśmin, piżmo, pod koniec odrobinka wanilii. Podoba mi się, że piżmo zostało użyte z wyczuciem, nie spycha kwiatów na dalszy plan tylko jest dla nich dyskretnym tłem.
Dla mnie White Shoulders pachną dziewczęco, może to przez konwalie? Jakoś tak mi się kojarzą: z dziewczęcością, niewinnością, delikatnością, świeżością (zaznaczam, że po tym, jak przebrzmi początek, który jest intensywny, mocno białokwiatowy). Kojarzą mi się też z wiosną i to chyba najlepsza pora dla tych perfum.
Dla wielbicielek białych kwiatów.

Motywem przewodnim tych perfum jest cytrynka, która przewija się od początku do prawie samego końca. Najpierw towarzyszy jej lawenda i cyprys, potem wanilia i nuty drzewne. Zapach odbieram jako aromatyczny, dość pikantny, lekko słodki, ciepły i odświeżający jednocześnie. Jest w nim coś radosnego :) Ma dobrą trwałość i mimo niskiej ceny nie pachnie tanio (cena mnie zresztą zaskoczyła, nie wiedziałam wcześniej ile kosztują). Bardzo mi się podoba, myślę, że mogą go polubić zwłaszcza wielbiciele klasyków, perfum o typowo męskim brzmieniu. Przypuszczam, że dla wielu osób Colors może być nieco retro, głównie przez połączenie lawendy i cytryny, popularne w starszych zapachach.

Made for girls, not women :)
Mocno owocowy zapach, który przez kilka minut brzmi dość naturalnie, zanim zmieni się w typowy słodki syntetyk. Delikatny zapach dla dziewczynek (i w tej kategorii daję mu dwie gwiazdki), trwałość słaba.

Bardzo słodki zapach, taki jakby karmelowo-waniliowy, z niewielkim dodatkiem cytrusów. Nie w moim guście choć lepszy od Pink Sugar tej firmy (ale gorszy od Black Sugar). Trwałość dobra, flakon w stylu odpustowej elegancji.

Ekstremalnie słodkie, jakby jeść jednocześnie watę cukrową z bitą śmietaną. Tylko dla wielbicielek jadalnej słodyczy w perfumach.

Bardzo przyjemna woda kolońska, teoretycznie uniseks i znam kobiety, które go używają, ale mnie jednak kojarzy się męsko. Przyjemne neroli, którego jest w sam raz, do tego cytrusy i kwiat pomarańczy - całość daje wrażenie czystości, świeżości, lekkości. Myślę, że będzie fajnie pachniał o każdej porze roku, ale najlepiej spełni swoje zadanie w upalne dni - jest stworzony by dawać uczucie chłodu i odświeżenia. Uważam, że nadaje się na prezent, a przynajmniej ja go kiedyś podarowałam i zapach się spodobał. Ciekawy flakon.

Marzą mi się perfumy, w których będą idealnie odwzorowane kwiaty lipy w pełni rozkwitu. Takiej lipy niestety jeszcze nie znalazłam, choć ta w L'ete en Douce też jest całkiem przyjemna. Zapach jest zielono-kwiatowy, początkowo trawiasty, z domieszką takiej jakby nie do końca rozwiniętej lipy, później wyczuwalne również siano. Nie podoba mi się ostatni etap zapachu, jest dziwny i początkowo kojarzył mi się z szarym mydłem, ale jest to raczej szare mydło + płyn do płukania tkanin. Trwałość 4-5 godzin.

Dostałam próbkę do jakichś zakupów, ale schowałam do szuflady bez testowania zrażona Charlie Blue. Robię porządki w zapachach i w końcu zdecydowałam się przetestować. Początkowo wyczuwalne owoce (głównie brzoskwinia, śliwka) następnie kwiaty (jaśmin), z leciutko orientalnym i słodkim wykończeniem. Całkiem niezły, ma bardzo dobrą trwałość, dobry na jesień i zimę.

Najlepszy z zapachów Britney jakie testowałam, ogólnie całkiem niezłe perfumy z kategorii owocowo-kwiatowych. Believe kojarzy mi się z kwaskowato-słodkim sokiem z egzotycznych owoców, z dodatkiem paczuli, która dodaje zapachowi charakterku. Wydaje mi się, że najlepszą porą dla niego jest wiosna i lato. Wada - perfumy bliskoskórne, jeśli ktoś lubi roztaczać wokół siebie intensywny zapach, to Believe trzeba się mocno spsikać, żeby osiągnąć ten efekt.

Trudny zapach. Mocny, bezkompromisowy, zwierzęcy, brutalny - takie określenia przychodzą mi na myśl. Początek jest ostry, świdrujący, czuć jakieś gorzkie zioła i cytrusy, spod nich powoli wychodzi tytoń. Potem nadciągają inne składniki, ale rozpoznaję tylko miód, który jest bardzo wyraźny. Całość nadal bardzo mocna. Czuje się, że to perfumy z gatunku retro, właściwie dopiero baza brzmi w miarę współcześnie i jak dla mnie, mniej deprymująco :) Napisać, że to męski zapach, to jak nic nie napisać, bardziej pasuje określenie samczy :) Odradzam zakup w ciemno, chyba, że ktoś lubi wyzwania i mocne przeżycia :) Trzeba mieć mocny charakter żeby unieść Bossa Number One.

Nieco syntetyczny, ale dość uniwersalny, bezpieczny zapach na jesień, wiosnę i chłodniejsze letnie dni. Czuję głównie pieprz, wetywerię i trochę drzewnych nut. Nie podoba mi się początek zapachu, który brzmi najbardziej sztucznie, zwłaszcza ta "mandarynka". Nie jest to zapach z gatunku tych, które najbardziej podobają mi się na mężczyznach, ale wolę to niż popularne ulepki.

Widzę, że na Dolce.pl wersje edp, edt i poudree są razem - są między nimi różnice, więc króciutko opiszę je osobno.

Woda toaletowa jest zielona, gorzkawa, bardzo chłodna. Na początku wyczuwalna jest charakterystyczna zieloność - to galbanum, do tego dochodzą ładne cytrusy. Z czasem zapach robi się wetyweriowo-irysowy, dość wytrawny i zarazem elegancki. Trwałość świetna. Pięć gwiazdek.

Woda perfumowana - 19tka w tej wersji jest cieplejsza. Czuję tu więcej galbanum niż w wersji edt (dla mnie to zaleta), jest irys, jest wetyweria, ale dochodzą też kwiaty, spośród których umiem rozpoznać tylko ylang-ylang i bardzo ładną różę. To dzięki tym kwiatom całość jest cieplejsza niż edt, ale jednocześnie nie robi się słodka. Róża nie dominuje, ale sprawia, że zapach - dla mnie - jest romantyczny. Trwałość podobnie jak wersji edt, świetna. Pięć gwiazdek.

19tka Poudre to wersja stworzona z myślą o tych, dla których klasyczne dziewiętnastki są niezbyt przystępne. W tej wersji jest bardzo mało galbanum, które stanowiło pierwszą trudność (dla niektórych nie do przejścia), dodano za to piżmo. Przez moment zapach przypomina chłodną i szorstką 19edt, ale potem pojawia się ogrom piżma i to sprawia, że zapach jest mydlany, a przynajmniej dla mnie wbrew nazwie jest on mało pudrowy, raczej mydlano-irysowy. Zapach ładny, bezpieczny, trwałość wyraźnie gorsza od poprzednich, na mnie znika po 4 godzinach. Trzy gwiazdki.

Jeszcze jedno, jak zawsze przeczytałam wszystkie wcześniejsze komentarze i widzę, że ktoś bulwersuje się, że ktoś inny czuje w dziewiętnastce marchewkę. Nie ma się co oburzać, marchewkowa niespodzianka na skórze to zazwyczaj sprawka irysa, oczywiście jeśli w nutach nie ma marchewki ;)

Znam dziewczynę, na której Diorella pięknie pachnie delikatnymi kwiatami i dlatego zapach dostaje trzy gwiazdki. Na mnie niestety pachnie stęchłym kompotem. Nie polecam kupna w ciemno, ale wypróbować warto.

Swego czasu podobał mi się ten zapach, ale ponieważ staram się ograniczać moje perfumowe zapędy, zrealizowałam postanowienie: podobają Ci się perfumy? Usiądź i poczekaj, aż ci przejdzie! I całe szczęście, bo teraz nie mam pojęcia, co mi się w L'Absolu podobało. Zapach to głównie intensywne, duszące białe kwiaty oblane palonym cukrem. Wyczuwam bardzo dużo jaśminu i coś jeszcze, może kwiat pomarańczy? (producent obiecuje moją ukochaną tuberozę, ale nie czuję jej nic a nic). Z czasem pojawia się paczula, również w wersji na słodko. No cóż, perfumy mnie zmęczyły, ale myślę, że mogą spodobać się wielbicielkom kombinacji: intensywna słodycz + białe kwiaty.

Początkowo wbrew nazwie zapach nie jest pudrowy, tylko kremowy. Łagodny zapach kwiatów i kremowość sprawiają, że mam wrażenie jakbym przed chwilą wzięła kąpiel i wysmarowała się świetnej jakości balsamem do ciała. Bardzo fajne odczucie. Na mnie ten zapach jest bardziej kwiatowy niż podstawowa wersja, kwiaty przeważają nad piżmem, czuję je, aż do końca. W pewnym momencie zapach z kremowego zmienia się w delikatnie pudrowy, ale jest to nowoczesny pudrowiec, żadnych nut retro, nie ma też wrażenia "pylistości", które czasem występuje w pudrowych perfumach. Zapach dość cielesny, intymny, jak i pozostałe rodriguezy. Dobra trwałość, ładny flakon.

Elegancki zapach zbudowany wokół ładnie podanego kwiatu pomarańczy. Do tego odrobina niezbyt słodkiej wanilii. W nutach producent podaje zielony migdał, niestety nie wiem jak pachnie i na podstawie tych perfum też się nie dowiem (rządzą kwiaty pomarańczy). Te perfumy z jednej strony dają wrażenie świeżości, z drugiej są delikatnie ciepłe. Dobra trwałość, piękny flakon, polecam na wiosnę i lato.

Poczekalnia w przychodni. Długi, słabo oświetlony korytarz, po jego obu stronach drzwi do gabinetów lekarskich. Pod ścianami krzesła, siedzę na jednym z nich blisko gabinetu zabiegowego, dzięki czemu za każdym razem gdy drzwi się otwierają dobiega mnie wyraźny zapach bandaży, środków odkażających i innych specyfików, tworzących charakterystyczny aromat tego typu pomieszczeń. Ten sam zapach, tylko mocno rozrzedzony, unosi się na korytarzu. Tak mi przez większość czasu pachnie L'eau de Paille - pod koniec wysładza się, robi się takie syntetyczne nie wiadomo co. Jeden z najbardziej nieciekawych zapachów Lutensa.

Versace nie oparł się modzie na oud i wyszło całkiem nieźle. Powiedziałabym, że to oud dla początkujących (nosa mi nie urwało, a nie przepadam za oudem). Wbrew nazwie, nie jest to tutaj dominujący składnik, wyczuwam raczej mieszankę nut drzewnych, przypraw i oudu. Przez większość czasu zapach jest niezbyt słodki, jakby szorstki, suchy i pylisty. Trochę wysładza się i łagodnieje pod koniec. Elegancki, wieczorowy, jesienny, trwałość przeciętna.

Drzewny, przyprawowy, wyważony, dość elegancki codzienny zapach. Czuję w nim głównie cedr i pieprz, jest leciuteńko pikantny i ziołowy, a jednocześnie ma w sobie coś świeżego. Do stosowania przez cały rok, chociaż myślę, że najlepsza pora dla Quorum Silver to wiosna, lato i wczesna jesień. Nie dla fanów słodkich zapachów (nie czuję w nim słodyczy) ani dla nastolatków, chyba, że lubią takie klimaty. Dobra jakość, a cena zaskakująco niska (i niech tak zostanie). Uważam, że nadaje się na prezent, a przynajmniej ja go będę mieć w pamięci przed świętami.

Początek jest cierpki, rześki, potem czuję głównie tytoń oraz słodką lawendę i do tego momentu, czyli przez jakieś pół godziny od aplikacji, Zegna Forte jest całkiem przyjemnym zapachem. Bez szału, ale może być. Niestety potem trochę za bardzo się wysładza jak na mój gust, robi się z niego typowy banalny słodziak jakich wiele. Raczej na jesień i zimę.

Ultra ulep.
Cóż, nie będę ukrywać, nie jestem wielbicielką serii Le Male. Wręcz przeciwnie, klasyczny Le Male to moja trauma zapachowa. Ten też nie jest lepszy. Żeby nazwać przesłodzony, duszący zapach ultra samcem, to trzeba mieć albo przewrotne poczucie humoru albo za dużo wypić ;). Trwałość i projekcja Ultra Male niestety bardzo dobra.

Zużyłam dwa flakony klasycznego Shalimara, w tym bardzo stary egzemplarz i w przeciwieństwie do zieloonomi uważam, że zapach nie przypomina klasyka. Są to tak dalekie echa pierwowzoru, że perfumy powinny mieć inną nazwę. Przyznam, że gdy zobaczyłam tę limanowiankę na stronie dolce, popędziłam do perfumerii poznać zapach - bardzo podoba mi się flakon i miałam nadzieję, że Shalimar Souffle spodoba mi się na tyle, że będę mieć pretekst do zakupu :). Niestety, perfumy są dla mnie zbyt zwyczajne... Początek to cytryna, potem jaśmin i wanilia. Dużo jaśminu i wanilii. Mimo, że mnie nie zachwycił, polecam ten zapach, jest kobiecy, pudrowy, nie jest ulepkiem. Cena na Dolce.pl bardzo atrakcyjna, biorąc pod uwagę, że to limitowana edycja. No i ten piękny flakon!

Nosi ten zapach mój znajomy, zaczepiłam też kiedyś pewnego pana w sklepie żeby spytać czym pachnie. To były właśnie te perfumy. Ciekawy, męski, z charakterem: skóra, dużo wetywerii w otoczce nut drzewnych. Na mnie pachniał rozgrzaną smołą, ale to szczegół, na męskiej skórze pachnie obłędnie :).

Magdalena Q., jeśli zdecydujesz się przetestować zapach, to mam nadzieję, że podzielisz się wrażeniami :).
Nuta przejrzałych owoców w perfumach potrafi być ciekawa, ale fajnie by było, gdyby to były w miarę realistyczne owoce, te niestety nie są... Podobnie jest z syntetyczną nutką, lubię różne zapachowe dziwadełka i bywają perfumy w których ma się wrażenie, że syntetyczność jest zamierzona - to jest fajne. W Viva la Juicy całość brzmi tanio, trochę jakby był robiony z resztek po innych zapachach.

Parti Pris to typowy kwiatowiec. Bardzo króciutko wyczuwam mandarynkę, potem już tylko kwiaty. Początkowo kwiat pomarańczy walczy z tuberozą o to, który mocniejszy, ale przegrywa i zostaje tuberoza z ylang-ylang. Mimo obiecujących składników w bazie, niestety ich nie wyczuwam, bo zapach bardzo się na mnie wysładza. Czuję jakieś drewienka utopione w słodyczy. Szkoda, bo mimo, że nie ma w nim nic odkrywczego, zapowiadał się na przyjemne kwiatowe perfumy. Mimo wszystko polecam wypróbować, zwłaszcza wielbicielkom kwiatów i słodyczy w perfumach.

Początek Blanche Immortelle to delikatne kwiaty z nutką pomarańczy. Główna nuta - kocanka - pojawia się dość szybko, jest raczej łagodna. Tutaj kilka słów wyjaśnienia dla tych którzy nie wiedzą jak ona pachnie. Dla mnie kocanka w naturze ma dość intensywny, ziołowo-miodowy aromat, z delikatnie korzenną nutą w tle. W Blanche Immortelle kocanka pachnie podobnie, ale dużo delikatniej, jest taka jakby rozmyta. Tak ja ją odbieram, ale pamiętajcie, że kocanka może być problematycznym składnikiem w perfumach, ponieważ czasem jest odbierana jako kostka rosołowa, maggi czy ogólnie rosół. Z tego powodu jeśli nie znacie kocanki, lepiej nie kupować perfum w ciemno, no chyba, że lubicie ryzyko :). Wracając do perfum, czuję w nich jeszcze nutkę kawy posłodzonej brązowym cukrem. Zapach ma dobrą trwałość, jest bliskoskórny. Myślę, że to typowy uniseks, nie przechyla się ani w damską, ani w męską stronę.

Dojrzałe soczyste śliweczki zalane rumem i zostawione na dłuższy czas, do tego skóra i spora dawka słodyczy. W nutach jest oud, nie znoszę tego składnika (na sobie), ale tu na upartego można wyczuć jedynie delikatną oudową poświatę w tle. Całe szczęście :). Zapach intensywny, otulający, długo wyczuwalny. Mimo, że są tu trzy rzeczy które powinny mnie odrzucić (rum, oud, słodycz), moje myśli krążą wokół zakupu flakonu. Zastanawiam się czy zapach nie skręca za bardzo w męską stronę oraz czy na dłuższą metę ta słodycz mnie nie zmęczy, gdyby nie to, Gold Leather byłby już mój :). Myślę, że to świetny zapach na jesień i zimę.

Słodki, nawet bardzo słodki zapach. Kojarzy mi się z posklejanymi landrynkami leżącymi koło trochę przejrzałych owoców, z papierkiem od cukierka, który jest upaprany karmelkiem, leżącym koło przejrzałych owoców - czymś w ten deseń. Zapach jest bardzo syntetyczny, czuć na przykład, że Viva la Juicy jest owocowy, ale czym konkretnie pachnie nie potrafiłam zgadnąć i musiałam spojrzeć w nuty, a nie lubię tego robić. Producent na swojej stronie podaje soczystą mandarynkę i dzikie jagody. No cóż, mandarynki nie wyczuwam, więc to miały być dzikie jagody... Cieszę się, że w naturze jeszcze na takie nie trafiłam :). Trwałość niezła, bliskoskórne.

Początek jest cytrusowo-kardamonowy, dość szybko pojawia się imbir i to on staje się najbardziej wyczuwalny. Potem dochodzą goździki i kadzidło, Zirh robi się kadzidlano-dymny. Dla tych, którzy obawiają się kadzidła w perfumach - tutaj jest ono podane całkiem przystępnie, może być dobrym wyborem dla osób, które nie miały wcześniej do czynienia z tym składnikiem w swoich perfumach, a chciałyby wiedzieć jak może ono brzmieć na skórze. Bardzo lubię kolejną fazę zapachu, w której do kadzidła dołącza coś co wybrzmiewa, jak tlące się drewno owocowe (a przynajmniej mnie tak kojarzy się ten słodkawy dymek). Baza tych perfum jest fajna, a całość brzmi według mnie nostalgicznie. Trwałość przeciętna, bliskoskórne. Zirh to dobre, męskie perfumy za przystępną cenę.

Ciekawe perfumy. Kupiłam je w ciemno na prezent, gdy tylko pojawiły się na rynku kierowana osobistą zachcianką - chciałam wiedzieć czy flakon wygląda na żywo tak fajnie jak na zdjęciach (wygląda). Zapach patrząc na nuty wydawał mi się nowoczesny, a jednocześnie bez udziwnień, które mogłyby zniechęcić obdarowanego. I rzeczywiście. Gentleman dobrze wpisuje się w popularne obecnie zapachy, ale nie jest jednocześnie kopią czegoś innego. Początek to bardzo dużo grejpfruta, spod którego po jakimś czasie przebija kardamon, następnie jakieś zielone łodygi i zielska (wetyweria), potem leciutko się wysładza. Czuć lekko herbacianą nutkę, dla mnie jest to raczej zielona z dodatkami niż czarna herbata. Przez większość czasu zapach jest jakby musujący, producent nazwał tę nutę szampanem, niech mu będzie :). Dobry, dość elegancki zapach na dzień.

Cała popielniczka niedopałków papierosów, które ktoś wrzucił do bardzo słodkiego, esencjonalnego wina. Pety w porto :). Z czasem zmienia się w zapach wiśniowej cygaretki. Nic specjalnego.

Mam w głowie "szufladki" do których chowam poznane perfumy. Jedna z nich nosi nazwę "bezpieczne" i tutaj wylądowała Gabrielle. Niestety, zapach jest tak bezpieczny, że aż przesadzili z tym bezpieczeństwem ;). Pachnie mocno rozwodnionymi cytrusami i delikatnymi kwiatami co daje poprawny, przyjazny i dość nudny zapach. Kojarzy mi się z białą bluzką. Gabrielle ma jedną zasadniczą wadę - jest bardzo nietrwała.

Bomba kwiatowo-owocowa, tak świetnie zmieszana, że trudno wyodrębnić poszczególne składniki. Jest tu sporo kwiatów, takich w pełni rozkwitu, spomiędzy nich przebija soczysta, dojrzała śliwka i anyż. Kojarzy mi się z sierpniem, ale najbardziej lubię go nosić jesienią. Zapach jest bogaty, trwały i słodkawy (ale słodyczą owoców, a nie cukierni). Raczej nie spodoba się bardzo młodym dziewczynom ani wielbicielkom spokojnych czy złożonych z niewielu nut perfum. Pozostałym polecam wypróbować czwarty numerek - to bardzo dobra jakość za niewygórowaną cenę.

Piękny tuberozowy zapach. Na początku krótko wyczuwalny jaśmin, baza lekko drzewna, cała reszta to kremowa, powiedziałabym, że jakby śmietankowa tuberoza. Intensywne, kobiece perfumy o dobrej trwałości, raczej blisko skórne. Polecam wielbicielkom białych kwiatów, zwłaszcza tuberozy.

Za mało absyntu w tym absyncie, ale i tak to interesujące perfumy. Mocno wyczuwalna wetyweria i zioła. Zapach słodko-gorzki, w tle odrobinę dymny, drzewny, lekko ziemisty.

Tylko dla wielbicieli tuberozy, która występuje tu w roli typowego dla siebie killera ;), zapach bardzo mocny, bardzo trwały, bardzo tuberozowy. Poza tym kwiatem czuję jeszcze jaśmin (w nutach nie podają), w tle sporo goździków i trochę pieprzu. Całość brzmi tak jakby metalicznie. Z upływem czasu Gold Flowers ociepla się, traci "metaliczność" i staje się kremowy.

Początek bardzo syntetyczny (jakaś gryząca chemia), gdy ta chemiczność osłabnie zapach robi się przyjemnie iglasto-kardamonowy i byłoby fajnie gdyby tak zostało. Niestety potem Wow robi się mdły, przypuszczam, że za sprawą kaszmeranu (nie po drodze mi z tym składnikiem). Jak dotąd, najlepszym męskim zapachem tej firmy pozostaje dla mnie Nightflight.

Jestem zaskoczona przewijającymi się opiniami, że to delikatny zapach. Na mnie to rozwrzeszczane białe kwiaty utopione w miodzie i cukrze, plus bardzo syntetyczna malina. Dla wielbicielek słodkich, intensywnych zapachów.

Wytrawna, szorstka świeżość - to przychodzi mi na myśl gdy pachnę Cristalle. Być może dlatego, że na mnie kwiaty w tych perfumach są prawie niewyczuwalne, zapach idzie w kierunku cytrusów i wetywerii, wybrzmiewa chłodno, zielono i niezwykle elegancko. Kojarzy mi się z poranną rosą, z łodyżkami roślin pokrytymi kroplami deszczu. Z drugiej strony wszystko zależy od skóry, znam osobę na której Cristalle pachnie kwiatami i sianem :) Bardzo dobra trwałość. Polecam wielbicielkom zapachów niesłodkich, świeżych, dystansujących... Oraz Panom, bo tak jak napisała katefit, obecnie ten zapach może być uniseksem.

Lekki, żywiczny oriencik dla lubiących mirrę w perfumach. Ta żywica jest wyczuwalna praktycznie od początku, najpierw jest delikatnie mirrowo-ambrowo, potem pojawia się gałka muszkatołowa. Zapach jest słodkawy, ale nie przesłodzony, ciepły, przez pewien czas jakby delikatnie czekoladowy. W bazie pojawia się odrobina ziemistej paczuli, mirra nadal dobrze wyczuwalna. Fajny, dość elegancki męski zapach, zwłaszcza na jesień, ale powinien dobrze się sprawdzać w pozostałych porach roku (poza upałami).

Kwaskowate otwarcie, potem głównie jaśmin i róża. Skóry nie wyczuwam, a szkoda. Nie w moim stylu, ale mogą się podobać, zapach jest spokojny, delikatny, bliskoskórny.

Nie wiem, być może jest tu coś czego mój amatorski nos nie ogarnia, a co uzasadniałoby ceny zapachów Kiliana... Jednak dla mnie Water Caligraphy to jaśminowo-wodny szampon, zapach znajomy z półek sieciowych perfumerii, sporo produktów pachnie podobnie do tych perfum. Z drugiej strony, szamponem pachnie się krótko, dzięki Kilianowi każda wielbicielka tej nuty w perfumach może pachnieć "szamponowo" przez kilka godzin :)

Zapach jest dość prosty: najbardziej wyczuwalna jest limonka i wiórki kokosowe, w bazie wanilia i mirra, całość ciepła, kremowa, przyjemna. Nie mam pojęcia dlaczego mi się podoba, bo jest kompletnie nie w moim stylu, ale ma coś w sobie. Dobra trwałość i projekcja, fajny flakon.

Imbir w kapelutku :)
W Twilly wyczuwam tylko imbir i delikatne, rozmyte kwiaty (głównie łagodną tuberozę). Imbir jest tu bardzo wyraźny, lekko pikantny, wibrujący, daje trochę zadziorny, zawadiacki efekt i to mi się bardzo podoba. Używając Twilly miałam wrażenie jakbym była owinięta niewidocznym lekkim szalem, ponieważ zapach nie osiadał na skórze tylko utrzymywał się tuż nad nią i przez to przy każdym ruchu był bardziej wyczuwalny. Twilly według mnie najładniej pachnie wiosną, jesienią i w chłodniejsze letnie dni. W cieplejsze dni tracił lekkość, stawał się ociężały, taki jakby oklapnięty. Trwałość bardzo dobra, śliczny, nieco staroświecki flakonik.

Troszkę cytrusów, rozmyte kwiatki, syntetycznie brzmiący sandałowiec i piżmo - ot, taki zwyklaczek. W środkowej fazie zapachu robi się kremowy, całość nie jest przesłodzona. Moim zdaniem Joy pachnie tanio, nie jest elegancki ani wyrafinowany, a za tę cenę od Diora wymagam więcej. Jeśli pracujesz w biurze lub innym miejscu gdzie przebywa dużo ludzi i szukasz nieinwazyjnych perfum, Joy może być dla Ciebie. Może, bo za niższą cenę da się znaleźć o wiele lepsze perfumy :)

Świeży, cytrusowo-kwiatowy zapach. Cytrusy są kwaskowate, jak się bardzo uprzeć da się wyczuć yuzu. Reszta to delikatna jaśminowa chmurka i trochę wanilii. Zapach lekko wysładza się pod koniec, ma dobrą trwałość, projekcja jest bliskoskórna. Perfumy z gatunku "bezpiecznych", można je użyć do biura, na uczelnię, nadają się na prezent.

Izia jest głównie różana. Początek kwaskowaty, dalej róża doprawiona pieprzem i piżmo. Słodkawe, ale nie ulepkowate perfumy, wyczuwalne około 7 godzin. Całkiem niezłe, ale ogólną ocenę obniżam, ponieważ na mojej skórze pod koniec róża robi się bardzo chemiczna, pachnie jak kiepskiej jakości marmolada napakowana sztucznymi aromatami. W połączeniu z piżmem daje to nieciekawy efekt. Dość bezpieczny zapach pasujący na wiele okazji, ładny flakon pasujący do zawartości.

Kwiatowo-owocowe, delikatne (ale o dziwo trwałe) perfumy. Kwiaty to według producenta orchidea i jaśmin. No może, może, ja nie umiem wyczuć tu żadnych konkretnych kwiatów, jedynie mogę napisać, że brzmią całkiem fajnie i nie są przesłodzone. W tle dobrze wyczuwalne cytrusy. Całość nieskomplikowana, ale przyjemna i radosna. Trwałość około 6 godzin, kolor flakonu pasuje do zapachu, chociaż on sam niestety jest dość tandetny (ale przy tej cenie trudno oczekiwać cudów).

Mała uwaga na początku - piszę o wodzie perfumowanej. Woda toaletowa pachnie inaczej, wspominam o tym, bo widzę, że w niektórych recenzjach zapachy te są traktowane wymiennie. Narciso Rodriguez for Her edp na mojej skórze ma dwa etapy, każdy jest inny i kojarzy mi się z czymś innym. Pierwszy etap jest mocno konwaliowy. Konwalie początkowo delikatne, szybko zaczynają wybrzmiewać tak intensywnie, jakbym wąchała cały ich wielki bukiet. Kojarzą mi się wtedy z niewinnością, wiosną, dziewczęcym wdziękiem. Kiedy nuta konwaliowa przygasa, pojawia się delikatna róża i piżmo. I ten etap nie niesie już takich niewinnych skojarzeń, przeciwnie, perfumy robią się kobiece, intymne - do tego stopnia, że nie wyobrażam sobie nosić ich w ciągu dnia. To uwodzicielski, randkowy zapach, na wieczór we dwoje. Intensywne, bardzo dobra trwałość, ładny flakon.

Na mojej skórze Knot pachnie bardzo intensywnie białymi kwiatami (neroli, kwiat pomarańczy) i piżmem. Kwiat pomarańczy jest tu szczególnie dobrze wyczuwalny. Zapach szybko robi się mydlany, powiedziałabym, że to drogie, kwiatowe mydło. Nie przepadam za tego typu perfumami więc dałam je w prezencie mojej mamie i na niej pachną dużo lepiej - wyczuwalna jest lawenda, całość delikatnie się wysładza. Myślę, że nie są to perfumy do zakupu w ciemno, chyba, że ktoś lubi mydlane nuty i kwiat pomarańczy. Dość trwałe.

Dość ciekawe, trochę mleczne, trochę kwiatowe, z wyczuwalnym pieprzem. Najbardziej podoba mi się baza zapachu, pachną świeżością, rześkim powietrzem po burzy (nazwa zapachu całkiem trafna). Niestety na mojej skórze są nietrwałe.

Patrząc na flakon można przypuszczać, że w środku będzie intensywny, może nawet wieczorowy zapach. Nie tym razem. Versace Dylan Blue pachnie na mnie jak szampon - jakieś bliżej niezidentyfikowane kwiatki, jakieś owocki, wszystko mocno rozwodnione. Dla wielbicielek delikatnych owocowo-kwiatowych zapachów. Myślę, że mogą też być dobrym prezentem dla nastolatki.

Loewe 7 Natural odbieram jako wersję podstawową przedstawioną w pastelowych barwach. Czuć wspólne nuty, pewne podobieństwo, choć Natural jest dużo lżejszy i bardziej odpowiedni na cieplejsze dni. Ktoś poniżej napisał, że nie czuć w tym zapachu goździków, które są w starszej siódemce. Ja je czuję. Opisałabym ten zapach jako świeżo-kadzidlany ze szczyptą goździka. Otwarcie to dla mnie morska bryza z yuzu, następnie delikatna smużka kadzidła i powiew goździków. Bardzo ciekawy i niepopularny, rzadko go na kimś czuję, a szkoda.

Piękny zapach. Może zabrzmi to dziwnie, co teraz napiszę, ale tak mi się "siódemka" kojarzy - dla mnie to kompot z kwaśnych jabłek doprawiony dużą ilością goździków + trochę kadzidła. Nuta goździków jest na początku bardzo silna, mam wrażenie jakbym wsadziła nos do torebki z tą przyprawą. Potem dołączają jabłka, zapach zyskuje cierpką świeżość, aż wreszcie pojawia się kadzidło i całość zyskuje głębi. Świetny męski zapach, szkoda, że tak mało popularny.

Rozwodniona, nieco syntetyczna marakuja z mnóstwem grejpfruta. Dość silnie wybrzmiewają "wodne" nuty, które przypominają męskie zapachy z lat dziewięćdziesiątych. Przyjemny zapach, obawiałam się, że będzie to przesłodzony, pudrowy zapach, ale nie, jest słodkawo-kwaskowy, dość rześki. Trwałość - jak na serię AA - niezła.

Zapach owocowo-różany, kwaskowo-słodki. Początkowo bardzo kwaśny, odbieram go jako czerwone porzeczki z limonką, następnie owocowy, tym razem czerwone i czarne porzeczki z delikatną różą w tle. Potem dołączają drewienka. Ma dużego plusa za to, że nie wysładza się przesadnie na mojej skórze, a czytałam opinie, że jest zbyt słodki. Według mnie przyjemne, porzeczkowo-różane perfumy, o dobrej trwałości, fajne na wiosnę i lato.

Lovely - ładny, lawendowy piżmak, tak można go najkrócej opisać. Ale ponieważ lubię sobie popisać, na trzech słowach się nie skończy ;) Zapach rzeczywiście jest podobny do NR for Her, zwłaszcza w późniejszej fazie zapachu, kiedy przebrzmi lawenda. Na mnie jest ona wyczuwalna od początku, a dokładniej, po alkoholowej nucie (wg producenta ma to być martini), którą jeśli o mnie chodzi, mogli sobie darować. Lawenda wybrzmiewa tutaj dość chłodno, w połączeniu z piżmem sprawia, że zapach jest delikatny i relaksujący. Kojarzy mi się z kryształem górskim, z czystością - białą sukienką albo koszulą świeżo wypraną i wysuszoną na wietrze. Lovely to perfumy, które określiłabym jako bezpieczne, uniwersalne, najładniej pachną wiosną, wczesną jesienią albo w chłodne letnie dni. Trwałość średnia, bliskoskórne.

Krem orzechowo-karmelowy z dodatkiem paczuli. Słodko-mdlący zapach, do tego stopnia, że czułam się lepka od tej słodyczy. Bardzo dobra trwałość i ładny flakon, ale zapach zdecydowanie nie dla mnie. Polecam wielbicielkom jadalnej słodyczy w perfumach.

Bardzo lubię te perfumy, kiedy je noszę, zawsze przychodzą mi na myśl dwa inne zapachy, z którymi mi się kojarzą. Pierwszym z nich jest dawny Shalimar, z którym Bijou Romantique ma wspólnego irysa. Lubię zapach irysów w naturze, ale w perfumach najczęściej wybrzmiewają na mnie nieciekawie, głównie pachną świeżo wykopaną z ziemi marchewką albo mokrą tekturą co nie wprawia mnie w zachwyt ;) Tutaj irys jest piękny, pudrowy, bardzo "shalimarowy", jest wyczuwalny długo i wyraźnie. Poza irysem, który na mojej skórze dominuje, w otwarciu wyczuwam cytrusy, później trochę ylangu. Baza perfum jest słodka, ciepła, za sprawą sporej ilości wanilii i benzoesu, a to sprawia, że zapach sprawdza się od jesieni do wiosny, ale nie noszę go latem, bo robi się zbyt słodki i męczący. W Bijou Romantique jest coś nostalgicznego, jakaś melancholia, jakaś tęsknota, kojarzy mi się ze wspominaniem przeszłości - i ten klimat z kolei bardzo przypomina mi jedne z moich ukochanych perfum, L'Heure Bleue Guerlaina. Różnią się tym, że w "Niebieskiej Godzinie" melancholijny smutek pozostaje do końca, a w Bijou Romantique ciepła, przyjemna baza jest jak promyk nadziei, jak obietnica nadchodzących miłych chwil :)

Dla wielbicielek zapachów gourmand. Cashmir pachnie jak deser waniliowo-śmietankowy ze szczyptą cynamonu, udekorowany brzoskwiniami. Ciepły, otulający, przyjemny, ale nie w moim typie (wolę starszą, niedostępną już wersję). Dobra trwałość, ładny flakonik.

Do zakupu zachęciła mnie opinia Magdaleny G. :) Jestem bardzo zadowolona, tusz nie skleja rzęs, nie osypuje się. Mam dość długie, ale cienkie rzęsy, nałożenie dwóch warstw tuszu sprawia, że są ładnie pogrubione i rozdzielone. Wygląda to naturalnie, z czego jestem zadowolona, bo nie lubię gdy tusz na rzęsach wygląda jakby była go tona (daje to komiczny efekt). Szczoteczka jest w sam raz, najważniejsze, że nabiera tyle tuszu ile potrzeba, moja poprzednia nabierała za dużo i musiałam ściągać nadmiar przed aplikacją. Ciekawe opakowanie z lusterkiem.

Nazwa perfum mówi czego się spodziewać. Ma być delikatna róża i jest delikatna róża. Trwałość 5 godzin, perfumy nadają się na każdą porę roku, do szkoły, do biura, choć najmniej na zimę, myślę, że będą po prostu za delikatne. Dla wielbicielek róż, zapachów nieinwazyjnych. Dzięki swojej uniwersalności nadają się na prezent.

Jedne z moich ukochanych perfum. Femme to kwiatowo-orientalny zapach, dość słodki, z waniliowo-drzewną bazą i leciuteńkim dymkiem w tle. Perfumy zmieniają się w czasie, co trzeba wziąć pod uwagę testując zapach - można łatwo zrazić się po pierwszych psikach. Powiedziałabym, że początek to wejście smoka - cywet, aldehydy, eksplozja kwiatów, czyli intensywnie, ostro, na bogato, ale dla większości osób - szokująco. Piszę to na podstawie obserwacji, dostaję mnóstwo komplementów za Femme od obojga płci, gdy jednak daję je koleżankom do przetestowania, najczęstsze reakcje to: "podpuszczasz mnie, to nie mogą być te perfumy, na tobie pachną tak pięknie, a to jakiś śmierdziel" :) Kiedy zapach się uspokoi, robi się gęsty, kwiatowy, słodki, trochę miodowy. W ostatnim etapie najbardziej wyczuwam lekko słodkawą wanilię, nuty drzewne i odrobinę bliżej nieokreślonego dymu. Bardzo długo utrzymuje się na skórze. Femme to według mnie zmysłowe, bardzo kobiece perfumy, które pięknie wybrzmiewają jesienią i zimą, choć ja noszę je cały rok, za wyjątkiem upalnych dni. Jest w nich coś optymistycznego, otulającego, podnoszącego na duchu. Podobają mi się od początku do końca, dla mnie to małe perfumowe dzieło sztuki za przystępną cenę, zamknięte w niepozornym, wręcz nieładnym flakonie (nim się niestety nie popisali). Polecam! :)

Bloom to na mnie typowy białokwiatowiec, bardzo zgrabne połączenie tuberozy z jaśminem. Żaden z kwiatów nie przytłacza drugiego, żaden nie dusi (a obydwa to potrafią i to jak!). Bardzo lubię białe kwiaty w perfumach, szczególnie tuberozę, niestety większość moich ulubionych perfum z tym kwiatem to zapachy sprzed lat, często wycofane. Bardzo ucieszyło mnie więc pojawienie się Bloom - mimo, że zapach jest trochę wtórny, musiałam go mieć :) Bloom jest miękki, ciepły i kobiecy. Zapach prawie nie zmienia się w czasie, sądziłam, że nie zostawia "ogona", ale dostałam za niego komplementy kilka godzin po użyciu, czyli jednak jest wyczuwalny przez otoczenie. Śliczny flakon i pudełko.

Vanille Insensee - jak wskazuje nazwa, zapach poświęcony przede wszystkim wanilii, czyli nucie bardzo chętnie eksploatowanej w perfumach. Najczęściej wanilia pojawia się w nich w nich "na słodko", w sposób znany z ciast czy deserów. Czasem też - niestety wcale nie tak rzadko - wybrzmiewa jak tani olejek waniliowy do ciast, co w przypadku drogich perfum nie jest fajne (gdybym chciała pachnieć olejkiem, to bym go sobie kupiła). W przypadku Vanille Insensee mamy do czynienia z zupełnie inną wanilią - wytrawną, niespożywczą, chwilami mam wrażenie, że jakby lekko przypaloną. Zapach jest dość prosty, początkowo cytrusowy, potem wspomniana wanilia, pod koniec robi się delikatnie drzewny, jednak wanilia cały czas gra główną rolę. Zapach określiłabym jako ciepły, suchy, leciutko słodkawy, bardzo ciekawy. Perfumy nie zostawiają "ogona", ale są na mnie są bardzo trwałe. Dobrze mi się je nosi jesienią i zimą. Nie polecam tego zapachu osobom, które lubią słodką, spożywczą wanilię, ta może je rozczarować. Polecam wszystkim pozostałym, zwłaszcza osobom, które do tej pory nie przepadały za tą nutą w perfumach. Może takie jej ujęcie Wam się spodoba? :)

Zdziczały (ale ładny) ogród po deszczu :)
Mokra trawa, mokre zioła o łagodnym zapachu, dużo świeżych róż, trochę mięty - tak mi się kojarzy Florabotanica. Zieleń jest soczysta, świeża, troszeczkę gorzkawa. Ciekawe perfumy dla osób, które lubią zapachy zielono-kwiatowe, róże (jeśli ktoś chciałby je kupić ze względu na te kwiaty polecam testy, znam osoby które róż w tych perfumach nie czują, wg mnie jest ich sporo). Nie polecam wielbicielkom słodyczy, jest jej tu niewiele. Intensywne i bardzo trwałe.

Bardzo ładny zapach na który trafiłam szukając perfum dla osoby, która nie znosi róży w perfumach. Zapach kwiatów, ale lekkich, zwiewnych, nie przytłaczających. Jest to też aromat w pewnym sensie "zielony", chłodny oraz ma jakąś nutkę czystości w sobie. Daje wrażenie spokoju i lekkiego orzeźwienia. Nie jest popularny, a to duży plus jeśli ktoś szuka ciekawych, ale nieobnoszonych perfum. Polecam na lato.

Bardzo przyjemny zapach na lato. Spodziewałam się tropikalnego słodziaka, wręcz ulepku o nieco sztucznym brzmieniu (owoce tropikalne w perfumach często pachną na mnie sztucznie), a okazało się, że to sok ze świeżej marakui z gorzką pomarańczą w tle. Chyba dodatek tej drugiej sprawia, że nie jest ulepnie, ale lekko słodko. Dla mnie to jeden z tych nieskomplikowanych zapachów, które wywołują uśmiech na twarzy i sprawiają, że mam ochotę zostawić wszystko i snuć się leniwie tu i tam z jakimś kolorowym drinkiem w dłoni :) Jedyne, co zmieniłabym w tym zapachu to początek - jest zbyt alkoholowy, ale trwa to jakieś dwie minuty więc da się przeżyć ;)

Delikatny zapach, który kojarzy mi się z ręcznie robionymi czekoladkami sprzedawanymi w galeriach handlowych. W tym przypadku jest to pralinka o jabłkowym smaku. Mimo, że nuty jadalne w perfumach nie należą do moich ulubionych, uważam, że Nina jest urocza, dziewczęca i delikatna. Zapach jest bliskoskórny, słodki, ale nie przesłodzony.

Nowa Aqua Allegoria to dla mnie głównie bergamotka i kardamon. Lubię i jedno i drugie, więc jestem dość zadowolona - byłabym bardziej, gdyby nie środkowy etap zapachu. Ale po kolei. Bergamote Calabria zaczyna się świeżo, bergamotkowo, z odrobinką kardamonu. Po kwadransie zapach na mojej skórze zaczyna się wysładzać, pachnie wtedy jak pudrowe cukierki o cytrusowym smaku :) Ten etap trwa godzinę, jak na wody z serii AA wybrzmiewa intensywnie, ale niestety najmniej mi się podoba. Wolałabym coś, co będzie dawało wrażenie chłodu i orzeźwienia. Po jakimś czasie zapach staje się z powrotem mniej słodki i wtedy najbardziej mi się podoba, wyczuwam przede wszystkim rozgniecione ziarenka kardamonu, jakieś drewienka i w tle słabą herbatkę Earl Grey. Bergamote Calabria jak większość wód z tej serii jest bliskoskórna, o trwałości około 4 godzin (ale przy takich pojemnościach można się dopsikiwać do woli). Wahałam się pomiędzy oceną 3 a 4, dałam 4, bo przypuszczam, że w chłodniejsze letnie dni (noszę teraz, w upały) zapach na mojej skórze będzie mniej pudrowy i słodki, a bardziej kardamonowo-bergamotkowy.

Reve Opulent to delikatne kwiatowe perfumy, które najładniej pachną wiosną i w chłodniejsze letnie dni. Wyczuwam przede wszystkim gardenię, jaśmin i kwiat pomarańczy, później również wanilię, śliwkę i piżmo. Zapach jest subtelny, kobiecy, lekko słodki, po jakimś czasie robi się nieco mydlany, ale nie jest to jakieś tanie mydełko, nie, nadal ma w sobie dyskretną elegancję. Trwałość 7-8 godzin.

Calyx początkowo pachnie grejpfrutem, całym owocem, łącznie ze skórką - co daje charakterystyczny cytrusowo-gorzki, a zarazem orzeźwiający aromat. Po jakimś czasie pojawiają się egzotyczne owoce oraz kwiaty: jaśmin i neroli. Zapach na dzień, raczej na wiosnę i lato, ale raczej nie na upały. Kompozycja ciekawa, ale trwałość taka sobie.

Bardzo przyjemne, nieskomplikowane perfumy na letnie dni. Nazwa trafna, mają w sobie coś radosnego. Wyczuwalna zielona herbata, pieprz, kwiaty, ale najbardziej podoba mi się gorzka pomarańcza.
Nie zwracajcie uwagi na komentarze, że to perfumy dla młodych, Funny jest miłym, lekko dodającym energii zapachem, który nie ma w sobie nic, co ograniczałoby go wyłącznie dla bardzo młodych kobiet. Perfumy są tylko dodatkiem do nas, używanie Funny czy innych radosnych zapachów automatycznie nie sprawi, że będziemy postrzegane jako niepoważne czy infantylne.
Zużyłam z przyjemnością flakonik i kusi mnie zakupić ponownie, zwłaszcza, że są dość trwałe.

Początek jest rześki, następnie perfumy robią się kwiatowo-owocowe, z nutką mięty delikatną na tyle, by zapach był lekki i świeży, ale nie trącił pastą do zębów. Rzeczywiście ma się wrażenie przebywania w ogrodzie. Trwałość 4-5 godzin, trzyma się blisko skóry. Teoretycznie unisex, ale według mnie raczej damski.

Niezwykły zapach. Najbardziej lubię orientalne i kwiatowe, raczej mocne perfumy, a jednak Un Jardin Sur le Nil od razu skradł moje serce. Początkowo dla mnie nie jest to żaden ogródek nilowy, raczej swojski ogródek warzywny - mam wrażenie, że leżę pomiędzy grządkami, czuję zapach lekko wilgotnej ziemi i wytrawny, delikatny aromat warzyw. W składzie producent podaje marchewkę i pomidor, ale wszystko jest tak dobrze zmieszane, że jedyne co brzmi mi znajomo, to natka marchewki. Mam nadzieję, że nie brzmi to zniechęcająco, ten początek jest naprawdę niesamowity a dalej jest jeszcze lepiej, a konkretnie z warzywnych grządek przenoszę się do łódki w dalekim kraju. Czuję chłód wody, lotos, jakąś orzeźwiającą owocową nutkę, jakieś trzciny i kwiaty, których delikatny zapach dolatuje z brzegu. Wytrawność nadal jest, ale w tle i dobrze, bo dodaje zapachowi pikanterii. Ogólne wrażenie jest fantastyczne, chłód, soczysta zieleń, świeżość we flakonie, nowoczesność - takie mam skojarzenia.
Ogródek Nilowy jest idealny na upały, ponieważ daje wrażenie intensywnego chłodzenia, a przy tym jest bardzo trwały (przynajmniej na mnie). Jestem pod wrażeniem tej kompozycji, zazwyczaj perfumy których używamy latem tworzone są według sprawdzonego schematu, przy użyciu tych samych składników (mocno upraszczając: cytrusy, neroli, nuty wodne, lekkie nuty drzewne). Nie ma w tym oczywiście nic złego, ale czyż nie jest miło spróbować czegoś innego, czegoś oryginalnego a do tego trwałego? Gorąco zachęcam do zapoznania się z tymi perfumami zarówno panie, jak i panów :)

My Burberry zaczyna się kwiatami i czymś ostrym. To chyba powinny być cytrusy, patrząc na skład, ale nie czuję cytryny, bergamotki ani tym bardziej mandarynki, tylko coś ostrego, bliżej nie określonego, ot, taki wiercinos ;) Bardzo szybko zapach przechodzi w kwiatowy, najpierw groszek pachnący, a później różę. Duet róża-groszek trwa praktycznie cały czas, pod koniec pojawia się bardzo delikatny zapach zamszu - przyznam, że długo go nie wyczuwałam, dopiero przyzwyczajenie do zapachu w trakcie używania, pozwoliło mi odkryć w nim coś jeszcze. Nie czuję paczuli, geranium ani pigwy (a szkoda! Pachnie przepięknie). Dla mnie jest to więc zapach typowo kwiatowy, słodki, jeden z tych, które kojarzą się z latem, a konkretnie kojarzy mi się z dobrze utrzymanym ogródkiem, takim, w którym kwiatów nie ma zbyt wiele, a te które są dobrano z rozmysłem. Kilku moim koleżankom które testowały na sobie te perfumy, My Burberry wydał się bardzo duszący. Warto przetestować przed zakupem, bo nie są to perfumy z gatunku bezpiecznych, które będą się podobać większości. Zapach dość elegancki, z niezbyt dużym "ogonem", ale zauważalny i komplementogenny.

Kwiatowo-owocowe perfumy, z przewagą jaśminu. Składniki dobrze zmieszane, nic tu nie zgrzyta, trwałość około 6 godzin, na mojej skórze mocno się wysładzają. Niestety nie wyczuwam paczuli ani wetywerii, które dodałyby tym perfumom "pazurka". Ładne, ale wtórne - takich kwiatowo-owocowych słodziaków jest dużo.

Dostałam ten zapach w prezencie i nasze relacje nie zaczęły się dobrze - Teazzurra chciała mnie udusić :) Wypsikałam się nimi w bardzo ciepły, czerwcowy dzień, początkowo było fajnie, świeżo i cytrusowo. Niestety wkrótce zapach zmienił się w zieloną jaśminową herbatę z dużą ilością cukru. Miałam wrażenie, że jaśmin oplata mi szyję jak wąż i dusi, dusi, dusi... Perfumy bardzo mnie wtedy wymęczyły i za karę wylądowały głęboko w szafce. Na ponowne użycie zdecydowałam się w chłodny wrześniowy wieczór i to był bardzo dobry wybór. Teazzurra pachniała intensywnie rumiankiem i zieloną herbatą, jaśmin był wyczuwalny, ale nie duszący. Polubiłam ją i od tamtej pory używam wiosną, w chłodne letnie dni i wczesną jesienią.

Piękne, kobiece, kwiatowo-aldehydowe perfumy. Aż dziwne, że nikt im jeszcze nie poświęcił kilku słów, czas to zmienić ;) First to wyważony, bogaty zapach, który z grubsza można opisać jako miks żółtych i białych kwiatów oraz aldehydów. Gdy nosiłam je wczesną wiosną pachniały jak bukiet narcyzów, za to teraz gdy jest ciepło czuję, że jest tam sporo kwiatów, ale tak dobrze zmieszanych, że trudno poszczególne wyodrębnić. Kwiaty te są lekko słodkie, ale nie duszące. Problemem w tym zapachu mogą być dla niektórych osób aldehydy, lubię je i jestem do nich przyzwyczajona, ale nie każdemu się one podobają (czasem odbierane są jako retro, "gryzące", świdrujące w nosie, na innych perfumy z aldehydami się zmydlają). Czytałam również porównania First do piątki Chanel, według mnie nie jest ono jakieś znaczące, owszem tu i tam są aldehydy, ale równie dobrze można powiedzieć, że tygrys i zebra są bardzo podobne, bo mają cztery nogi, ogon i prążki/paski na ciele ;) Chanel no 5 doceniam, ale brzydko się na mnie układa, natomiast First pachnie pięknie, z każdą wiosną coraz bardziej się do niego przywiązuję. Flakonik uroczy, w kształcie kolczyka, nawiązuje do działalności firmy. Polecam wielbicielom francuskich klasyków oraz osobom, które lubią kwiatowe a zarazem niebanalne perfumy.

Nazwa jest myląca, może sugerować, że ten zapach ma dużo wspólnego ze swoim słynnym poprzednikiem. Tak nie jest, więc wszystkich, którzy uciekają z krzykiem na myśl o klasyku, zachęcam do zapoznania się z Extravagance d'Amarige :) Wiosna w butelce, łąka pełna wiosennych, świeżo rozkwitłych kwiatów. Początek jest bardzo orzeźwiający, ale wiem, że niektórzy uważają go za ostry, nie należy się zrażać, bo szybko robią się delikatne, zielono-kwiatowe, kobiece. Zapach radosny, lekko dodający energii, świetnie się go nosi wiosną i latem. Jeden z nielicznych zapachów, który jestem w stanie nosić podczas upałów, mam wrażenie, że wtedy dochodzi do głosu więcej nut zielonych i dzięki temu przyjemnie chłodzą. Jak na lekkie perfumy, Extravagance d'Amarige ma dobrą projekcję i bardzo dobrą trwałość. Jest to też bardzo dobry zapach na prezent dla różnych kategorii wiekowych, można go kupić zarówno dziewczynie, jak i mamie - nie jest kontrowersyjny, nie będzie nim pachnieć co druga osoba w otoczeniu :)

Piękny, miękki zamsz. Zapach kojarzy mi się z elegancją, szykiem, dobrym gustem. Bardzo trwały, pięknie wybrzmiewa wiosną, ogólnie poleciłabym raczej w okresie od wiosny do jesieni. Jeśli szukasz nienachalnego, zamszowego zapachu, Kelly Caleche jest dla Ciebie :)

Optymistyczny, bardzo poprawiający nastrój, mógłby być sprzedawany jako antydepresant ;) Początkowo owocowy, później czuję głównie hiacynty, lilię i tuberozę, w takiej kolejności. Lekki, ale wyczuwalny, słodki, ale nie przesłodzony. Raczej na ciepłe pory roku, w chłodzie może zginąć. Ze wszystkich znanych mi perfum Juicy Couture te uważam za najbardziej udane, pozostałe jak dla mnie przesłodzone i za bardzo czuć w nich sztuczność.

Bardzo eleganckie, ale "chłodne" perfumy. Wyczuwalny zamsz i paczula, na delikatnym kwiatowym tle. Nie wyczuwam słodyczy, są wyważone, spokojne. Zapach pasuje mi do kobiet sukcesu, osób niezależnych, pewnych siebie, trzymających innych na dystans. Trwały, wg mnie na każdą porę roku.

Silne uderzenie cytrusów, wśród których szybko wyróżnia się grejpfrut i bergamotka. Później dochodzi bazylia, perfumy pachną wtedy jak sok z owoców cytrusowych doprawiony bazylią. Nie są słodkie, są takie właśnie cytrusowo-ziołowe. Trwałość przeciętna, ale to normalne w przypadku "świeżaków". Interesujące, świetne na lato.

Bardzo intrygujący zapach, początkowo kobiecy szybko skręca w męską stronę, tajemniczy. Czuję kolejno dyskretną słodycz, frezje (ale takie trochę niemrawe), fiołek, skórę i piżmo. Trwałość około 6 godzin, piękny flakon. Polecam osobom, które nie lubią przesadnej słodyczy w perfumach, a także tym, którzy lubią nuty skórzane.

Początek jest piękny, rześki, bardzo wesoły. Z czasem rześkość zanika, jest raczej owocowo i słodko, ale nie jest to słodycz ulepna. Dobrze się sprawdzi wiosną i latem, ale nie na upały, bo może zadusić ;) Co ciekawe, owoców poza cytrusami tam nie ma, ale dla mnie jest on wyraźnie kwiatowo-owocowy.