Najnowsze opinie o perfumach i kosmetykach

Zapach w typie wodno - świeżym, ogólnie dość mocno przypomina Aqua di Gio Armaniego, z uwzględnieniem, że mamy do czynienia z Mexxem. Producent chwali się technologią przedłużonego uwalniania zapachu i rzeczywiście, perfumy są dosyć trwałe, w zasadzie można je wyczuć około 8 godzin. Nie wiem, czy to zmiana na lepsze, czy wypadek przy pracy u Mexxa. ;) Polecam, jeśli ktoś szuka taniego zapachu w typie Armaniego. Ponieważ AdG jest już swojego rodzaju klasykiem, można przyznać, że nazwa jest trafna. Jeśli szukasz czegoś nowego, niepowtarzalnego, to zdecydowanie nie tutaj.

Ciekawy zapach z kategorii oldskulowej. Na początku bardziej męski, w otwarciu czuć charakterystyczną, cywetową nutę, która jest wyczuwalna nawet z atomizera i może odrzucać, później zapach się uspokaja, wysładza, staje się bardziej gładki i podąża w rejony różano - sandałowego mydła. To mydło jest wysokiej jakości, ale zapach traci swój bezsprzecznie męski charakter i upodabnia się do damskiego Aromatic Elixir od Estee Lauder, co nie jest przypadkiem, bo za oboma stoi ten sam koncern (Estee Lauder) i bardzo często można wyróżnić takie pary prod. EL - produkt pod marką Aramis. Przy czym wersje męskie są bardziej uładzone i mniej ofensywne.

Niedoceniany zapach, a szkoda. Obecnie chyba jest wycofywany przez Azzaro, bo w wielu sklepach brakuje pojemności 125 ml. Przeszedł reformulację, ale nadal jest to solidny, uniwersalny zapach. Wg mnie o wiele ciekawszy od klasycznego Chrome, może nieco poniżej Pour Homme, ale to inny target. Ma świetną nutę jabłka i trochę herbaty, jest to bardzo przyjemny, nieco wodny zapach, który zbiera sporo komplementów i jest bardzo trwały. Polecam, bo to jak zimny napój z kostkami lodu w letni, upalny dzień. :)

Rozczarowała mnie ich trwałość, a raczej jej brak. Bardzo "podstawowy zapach" jakich pełno, nic specjalnego. Plus za fajne opakowanie.

Lubię te kredki. Są matowe i przyjemnie się je nosi. Mają taki waniliowy, apetyczny zapaszek. Minusem jest fakt, że trzeba je temperować i zajmują trochę więcej miejsca w torbie niż typowa szminka.

Moja mama szaleje za tym orientalnym cudem. Miała już z 5 butelek (które, swoją drogą, są śliczne). Moim zdaniem pasuje do dojrzałej kobiety. Przyjemnie transformuje z czasem. Ma w sobie po troszku wszystkiego - i słodyczy, i głębi.
Pod pewnymi względami troszkę przypomina Angela, może to przez to opakowanie, kolor i obecność nut gourmand? Jednakże to dwa zupełnie inne zapachy.

Zapach bardzo świeży, różany, zwiewny, kobiecy i delikatny - przez co nosi się go dobrze w wielu sytuacjach. Ma w sobie odrobinkę słodyczy. Jego trwałość mnie bardzo zaskoczyła - jak na wodę toaletową jest super.

Wszystkie róże są wypiekane i brokatowe - więc jeśli ktoś lubi błyszczące się róże rozświetlające, ta paleta da mu ogromne pole do popisu. Ja akurat lubię, ale to jest kwestia gustu.

Świetna cena. Za tak niską cenę Makeup Revolution produkuje najlepsze cienie, jakie dostępne są na rynku. Paleta ta nadaje się dla początkujących - zawiera dobrą gamę neutralnych, złotawo-brązowych odcieni o wysokim połysku. Przypomina mi paletę Naked z Urban Decay. Pigmentacja tych świecących się jest dość mocna i są trwałe. Minusem jest obecność tylko 3 matów o odrobinkę słabszej pigmentacji. Wewnątrz opakowania załączony jest aplikator z gąbką.

Róże od Makeup Revolution są genialne. Jedna taka paletka starczy na bardzo długo. Blush Goddes zawiera 4 rozświetlacze o różnej intensywności i barwach, oraz 4 matowe róże w odcieniach od brzoskwiniowego do bardziej różanego. Ta różnorodność powoduje, że można eksperymentować i dobierać kompozycje w zależności od okazji i nastroju. Ich pigmentacja jest fenomenalna i trzymają się na mnie cały dzień. Polecam!

Daję trzy gwiazdki za trwałość i butelkę - koncept i kolorystyka są całkiem całkiem. Be Delicious pasuje na lato dla wielbicieli świeżych, owocowych nut. Zapach niestety nie podoba mi się, choć mam ten problem z większością świeżych zapachów z ogórkiem. Chyba po prostu ma zbyt wiele nut. Drażni mój nos i na mojej skórze rozwija się dając syntetyczne, plastikowe uczucie fabryki produkującej płyny do mycia podłóg. Może to po prostu moja skóra? Na papierze nuty wyglądają obłędnie: ogórek, jabłko i grejpfrut i magnolia - owocowo letni koktajl, który teoretycznie powinien mnie orzeźwić. W praktyce jednak jest ich tam po prostu za dużo i gryzą się ze sobą. Zapach ten byłby dla mnie dużo lepszy, gdyby miał prostszy skład.

Jesienny zapach, czuć śliwki i dym ( troszkę przypominają mi Valentinę Oud Assoluto). Bardzo trwałe i ewoluujące, końcówka jest słodka i mniej dymna.

Tak jak to ktoś powiedział, czuć z zamkniętymi oczami, że jest to towar z najwyższej półki. Na dzień dzisiejszy wg mnie numer jeden wśród cytrusów. Początek jest dość typowy dla tego rodzaju perfum, cierpki, mega orzeźwiający, cytrusy są podane w bardzo dystyngowany sposób. Samo otwarcie przypomina mi odrobinę Eau De Rochas homme, z tym, że w ES Cologne jest subtelniej. Po 10 minutach zaczyna się dopiero jazda. ;) Cytrusy się wygładzają dając miejsce pięknie brzmiącej wetywerii oraz galbanum. Zapach staję się jakby kremowy, cudownie jest to skonstruowane. Kupuję perfumy tylko i wyłącznie w Dolce.pl. Polecam perfumy.

Dużo w nim klasyka, jest jednak bardziej dopracowany. Czuć w nim piękne kwiaty z delikatnym owocowym akcentem. To zapach dla wymagających kobiet. Jest piękny, szlachetny, dosłowny powiew luksusu.

Zawsze myślałam że uwielbiam wanilię w perfumach, ale tu zbyt mdło i gorzko.

Czuję karmel i konwalie z porzeczka w tle. Ale polecam ten karmelek, bo cudownie się rozwija na szyi. Przekształca się dość szybko w pulsujący, tajemniczy i orientalny zapach. Jest słodki, intensywny, bogaty. Używałam w lato i był super, w zimniejszą porę pewnie będzie jeszcze piękniejszy.

Bardzo realistyczne, wiernie oddane lilie, które niemalże przenoszą mnie wspomnieniami do spacerów po cmentarzu. Zapach jest dość kobiecy, elegancki, wywołuje we mnie sprzeczne emocje, jest zagadką - zapewne przez te lilie. Z jednej strony go uwielbiam, bo jestem fanką białych kwiatów, a z drugiej strony lilie same w sobie mają coś nietypowego, niepokojącego.
Uważam, że to całkiem dobre perfumy i śmiało radzę fanom lilii, by je spróbowali. Trwałość na mojej skórze średnia, ale nie najgorsza.

Definitywnie wieczorowy zapach. Otwarcie mi się nie podobało, ale im dłużej mijał czas, tym przyjemniej było go wąchać. Kwiatowy gourmand, ma w sobie coś apetycznego co zapewne jest spowodowane przez kakao i kawę. Czasami czuję też w nim trochę męskiej nuty (czego nie uważam za złe). Butelka jest dość elegancka i oryginalna i na bank rzuca się w oczy, gdy stoi na półce - przez co wydaje mi się, że te perfumy są świetne jako prezent. Na bank kiedyś kupię je dla mojej mamy.<3

Kokos, piżmo i coś subtelnego, czego nie umiem określić. To jest taki dojrzały, wytrawny kokos, który przyciągnął mnie do siebie jak magnes. Nie jest przesłodzony. Ma w sobie to coś. Przypomina mi wakacje na plaży. Wydaje mi się szalenie seksowny. Uwielbiam go mieszać z innymi zapachami - stosuję go wtedy jako bazę, wzbogaca je. Jedno z moich ulubionych połączeń to na przykład duet Crystal Noir + Hypnotic Poison (które też zawiera kokos). Pachnie nieziemsko.

Lekki, świeżo-owocowy zapach. Dobre, jeśli ktoś chce pachnieć delikatnie i niezbyt intensywnie - czyli np. do pracy w upalny dzień. Niezła kompozycja. Niestety jego trwałość na skórze pozostawia wiele do życzenia.