Magdalena Q.

Brak zdjęcia
Kobieta

Ulubione produkty

Zakupione w Dolce.pl

Agent Provocateur Woda perfumowana spray 100ml

Napisane opinie

Edit: jednak akord zielonego jabłka pojawia się, ale dopiero po 30 minutach. Jabłko nie jest na pierwszym miejscu i wciąż daleko mu do Impulse o2.

Edit: mimo, że składniki na to nie wskazują - zapach jest słodki, co w połączeniu z różą daje efekt podobny do Poison Girl. Nadal to nie są moje klimaty, ale ostatecznie zapach ładny.

Jeden z lepszych kremów do rąk z tej półki cenowej i całkiem fajnie pachnie.

Nie wierzcie, że ten zapach to uniseks. Czarna kawa parzona po turecku, mocno posłodzona brązowym cukrem z dodatkiem kardamonu. Cynamonu brak (i nie wiem czemu podany jest w składzie). Bardzo męski, świetna projekcja i trwałość.

Głęboko-relaksujący? Las? Mech? Nic z tych rzeczy. Przyjemny drzewny zapach, według mnie raczej na wiosnę.

Strasznie chciałam go poznać, bo rzekomo miał być podobny do "Madagascar" Kenzo, a ten niby do dezodorantu Impulse Spice Girls (wiecie... Sentyment). Nie wiem jak pachnie ww Kenzo, ale Want na pewno nie jest podobny do woni od girlsbandu. To słodki, ale nie za słodki waniliowy zapach. Padają porównania, że puchaty dla mnie raczej jakby bawełniany. Nie jest zły, ale jednak to nie dla mnie.

Mam problem z tymi zapachami w niebieskich butelkach T. Forda.
Nie kupił mnie ani Amalfi ani Portofino i pewnie inne też mnie nie kupią. Pachną ostro, cytrynowo. No może dadzą sobie radę przy sporych temperaturach, bo tworzą otoczkę a'la morskich, ale jednak jak dla mnie, jestem na nie.

Przyjemny, kobiecy jaśmin, jednak parametry mogłyby być lepsze jak na taką cenę.

Dla mnie to pączek z nadzieniem różanym :) zwłaszcza ta marmolada różana bije po nosie.

Rzeczywiście pachnie jak krem/olejek do opalania, bardzo drogi :-p krem/olejek do opalania.

Ja tu żadnego porto nie dostrzegam. Jest natomiast bardzo słodki tytoń, jak zresztą sama nazwa wskazuje. Problem polega na tym, że tytoń to raczej nie jest woń dla kobiet. W przebiegu zapach stał się typowo męski, mimo, że to uniseks.

"(...)to zapach dla niepokornych i śmiałych kobiet. Awangardowy blok flakonu kryje orientalny, ciepły i seksowny zapach. Rozgrzewa i energetyzuje."
ha ha ha! Muszę to gdzieś zapisać, naprawdę...
Wyobraźcie sobie targ w latach 90 i kobietę z Rosji ubraną w dres i z wymalowanymi karminową szminką ustami. To taki seksapil według Gucciego.

To jest jeden z tych zapachów obok, których przechodzę obojętnie. Jeden z wielu różanych zapachów.

O dziwo jak na JLo ten zapach to był killer. Orzeźwiający ananas z czymś ciężko-słodkim.

Gadają, że kobiety, które lubią skórzane perfumy kochają luksus. Wychodzi na to, że ja nie kocham luksusu :->

Ciekawe czy tak pachnie Rzym? Sam zapach jest słodkawy i przyprawowy, ogólnie ciężki, z odrobiną jak dla mnie nuty kredy. Klimat rodem z lat 90. Czyli Organza, Obsession i inne mocarze...

Zapach kokosanek. Kto choć raz je jadł ten będzie wiedział o co chodzi.

Opisuję Calvin Klein Women Eau de Toilette.
W założeniu miał być lepszy, bo inny od edp. W sumie to nuty cytrusowe bardziej do mnie trafiają jako dezodorant :->

Nawet nie macie pojęcia jak ja o tym zapachu marzyłam, ale w sumie o Emporio She Armaniego też marzyłam i koniec końców, ani jeden ani drugi nie zagościł na mojej półce. Słodko-owocowy zapach. Teraz zbyt znany, są jak strój "mała czarna" w tym negatywnym znaczeniu.

Chciałam napisać w wielkim skrócie: cytrusowy dezodorant, ale czytałam wcześniejsze wypowiedzi i ktoś mnie już wyprzedził. A zresztą, napiszę i ja: cytrusowy dezodorant spod szyldu Versace.

Muszę go z tysiąc razy powąchać, bo nie dostrzegam tego co piszą ludzie... Że niby jabłko... Że niby Impulse 02...? Ja się pytam gdzie? Bliżej nie określona owocowa woda.

Mniej więcej pamiętam ten zapach. Przypominał mi on krzemyki... Nic więcej. Odnosiłam wrażenie, że co drugi gwiazdor się nim chwalił, ale chyba moda już troszkę na niego minęła.

Opisuję CHANEL Coco Mademoiselle Intense... Postaram się przynajmniej... To chyba najbardziej podobną wersja do pierwszych serii Coco Mademoiselle za czasów Kate Moss.

Odpisuję p. Monice J.
Edp różni, się od edt tym, że jest to bardziej skondensowany zapach, ale według mnie "podkręcono" tu zaledwie może dwa składniki co czyni go rzeczywiście pozbawionym głębi. W skrócie to ten sam zapach, tylko 1/3 składu została wzmocniona.

Ciekawe, nietuzinkowe, ale nie spodobają się każdemu.

Z tym zapachem mam spory problem. Niby świeży, delikatny, skojarzenia z łąką są prawidłowe, ale jakiś taki jednak odpychający, coś musieli w nim pozmieniać...

Przypomniało mi się określenie ludzi na te perfumy w pełni odzwierciedlające ich charakter - słodki kurz. Zapach zapewne po reformulacji, ale chyba i tak nie na te czasy, chociaż pewnie ma swoich fanów.

Opisuje Chance Eau Tendre Eau de Parfume. Podobny efekt co przy Versace "bright crystal" i "bright crystal absolu". Ten sam zapach co pierwowzór tylko bardziej skondensowany.

Bardzo chciałam poznać ten zapach, zaskoczył mnie. Na pewno nie jest ciężkim ulepem jak A*men. Słodko - ziołowy, ale męski, taki wręcz samczy. Kojarzy mi się nie wiedzieć czemu ze słodkim rumiankowym naparem, chociaż rumianku nie ma w składzie.

Ponoć ten zapach warto poznać, więc poznałam i oto moje zdanie: kwiatowy, kobiecy, trwały... Baaaardzo trwały. Jeśli chodzi o podobieństwo do Narciso Rodriguez For Her to różnica poziomów wykonania, składników, marki i ("prestiżu" :-p) jest wyczuwalna na niekorzyść pani S. J. Parker.

Pomarańczowe delicje! Mmmmm, aż mi ślinka cieknie... Absolut kakao to fenomen w tym zapachu.

Coś z tym zapachem jest nie tak. Niby ma wszystko co trzeba w kobiecym zapachu: i owoce i kwiaty, ale jest jakiś taki... Męski. Na pewno sprawdzi się przy białej koszuli i do "korpo".

Przyjemny młodzieżowy zapach, idealny na wiosnę.

Polecam! Zapach bardzo chwalony przez blogerów, a tani. Bieliźniany szypr.

Lubię, wcale nie taki pospolity. Głównie wanilia z solą, a to ciekawe połączenie. Nie mogę jednak go sobie kupić, bo sąsiadka go używa... Jak to mówią co za dużo to niezdrowo.

Zapach bez zarzutu. Jak ktoś nie lubi Angela, a chce coś słodkiego "w podobnym klimacie" od TM to może spróbować ten zapach.

Zapach słodko-mydlany. Cichy w swojej elegancji. Skojarzenia ludzi z "Naomi Campbell" nie dziwią.

Skojarzenia z tym zapachem mam takie, że tak pachnie według mnie młode dziewczę, które się wymyło mydłem, może dlatego tak ma duże wzięcie u kobiet. Co do składu: nigdy bym nie wpadła na pomysł, że jest w nim kawa. Trwałość i projekcja:obecnie dużo gorsza od czasów premiery. W skrócie zapach poprawny, ale jak dla mnie pospolity.

Jednak zmieniłam zdanie o tym zapachu. Nuta bitej śmietany jest wyczuwalna, co nadaje odmienny charakter temu zapachowi od innych zapachów gourmand. Ujdzie, ale pod koniec niepotrzebnie skręca w stronę wodnistego jaśminu. Co do syntetyki tego zapachu, zdania nie zmieniam.

Nie powtórzy sukcesu "Olympea"-i. Słodki, głównie czuć wanilię. Prowokacyjny? Niekoniecznie.

Strasznie słodkie, to taka "ungarowska" podobizna do LVEB.

Dior już dawno zmienił receptury. Do dziś nie mogę wybaczyć to co zrobili z Hypnotic Poison.

Słodki zapach herbaty, ale nie przesłodzony, czy z cytryną. Zwyczajnie herbaciany, mnie nie ujął.

W końcu ktoś obrazowo opisał ten zapach, dzięki Dorota! Byłam jego ciekawa, bo mnóstwo blogerek go zachwalało. Hmmm landrynki i przejrzałe owoce, muszę przemyśleć sprawę, bo nie wiem czy to mój gust. 1 gwiazdka, bo tak naprawdę nie znam zapachu.

W sumie to się nie dziwię brakiem zachwytu nad tym zapachem. Kiedy kupowałam ten zapach to reklamowała go jeszcze Kate Moss czyli daaaawno temu. Pewnie mało kto o tym pamięta, ale Keira Knightley, nie jest jedyną twarzą tego zapachu. Teraz odkąd Chanel reformował wszystkie swoje zapachy to CM pachnie dość tanio.

Nie przypadł mi do gustu. To, że w tym zapachu jest bita śmietana, nigdy bym nie wpadła. Zapach średni, chemiczny i płaski. Niczym nie wyróżniający się od innych. Smrodem nie jest, dlatego daję 3 gwiazdki, ale dziełem sztuki też nie.

Przeczytałam opinie o tym zapachu i pobiegłam go poznać. Oj nie! Zapach lat 80 bije po gębie, raczej dla wyznawców takich trendów, ja do nich nie należę.

Woda toaletowa tak, woda perfumowana no raczej już nie. Edt jest lekkie jak szampan, świeże, młodzieżowe.

Raz je lubię, raz nie - nie wiem czemu? Coś mają z Cerruti 1881 (wtedy je lubię), a kiedy wpadają w ton różanego mydła zwłaszcza latem to ich nie znoszę.

20 lat temu to one inaczej pachniały :>. Kiedyś miały więcej tuberozy co nadawało im bardziej cielisty charakter, teraz wpadają bardziej w tony miodowe. Udany zapach, chyba obok Miracle czołowy tej firmy.

Kupiłam wiele lat temu i oddałam. To miał być zapach miodowych ciasteczek, tak się ludziom kojarzyły, ale tak naprawdę to był zapach brzoskwini z cynamonem i do tego takiej słodkiej z puszki. Poszły w świat. Dzisiejsza wersja nawet nie stała obok dawnej (to tak w nawiasie).

Rzeczywiście killer, zabija wręcz słodkością. Stara się za ok. 50 zł przebić Angela.

Dlaczego wszystkie komercyjne zapachy gwiazd muszą być słodkie, ten też taki jest, chociaż na wyżyny słodkości nie stanął tj. Heat czy Reb'l Fleur. Ziewnęłam w perfumerii i przeszłam dalej.

Sam korektor jest bez zarzutu, ale o naturalnym look-u nie można tu mówić. Jest jak na korektor w pędzelku dość ciężki, tworzy efekt teatralny i "wchodzi" w załamania pod oczami. Poza tym najjaśniejszy odcień jest według mnie sztuczny, jak u topielca.

Do Filipa: perfumy Chanel już dawno przeszły reformulację, najbardziej "oberwało się" męskim. Nie popieram tego.

Nie wiem co jest gorsze Aqua di Gio czy Acqua di Gioia. Uciekam stąd...

Dobrze, że odchodzi do lamusa. Chemiczny wodnisty twór. Nigdy go nie lubiłam i nie polubię. Armani tyle fajnych zapachów wycofał, a ten się jeszcze utrzymuje. Brrr!

Trudny i wymagający zapach. Oryginalności nie można mu odmówić. Pudrowy fiołek i sztuczna malina, na bazie nut drzewnych jak rodem z kłody. Ja nie potrafiłam go unieść.

Coś kolońskiego, coś ogórkowego, aż nazbyt świeżego, nie moja filiżanka herbaty.

Dostojny, bogaty, wieczorowy. Główną rolę gra jaśmin. Cena zdecydowanie niższa, niż w sieciówkach.

Super! Polecam, dla fanów kremowej słodyczy.

Cytrynowo-trawiasty. Świeży, ostry. Dla fanów tematu.

Podejrzewam, że chyba każdy wie jak pachnie ten zapach. Kwiatowy szypr. Zmyliła mnie jednak nazwa, wbrew pozorom pasuje on raczej dojrzałym kobietom, dlatego oddałam je swojej mamie. Reszta bez zarzutu, w końcu to Chanel.

Dostałam kiedyś próbkę odżywki tej firmy i muszę powiedzieć, że świetna. Nic dziwnego, że nawet znane modelki używają tej firmy. Minusem jest oczywiście cena, dla mnie zaporowa, ale jak kogoś stać to polecam.

Mój olfaktoryczny koszmar, istny smród, nie mogę o tym zapachu nic dobrego napisać, przepraszam... Ale NIE! Połączenie nut a'la trawa, woda z wazonu, czegoś pseudo wiosennego, żeby to było przynajmniej naturalne, ale to chemiczny twór. Nie, nie i nie.

Nie pojmuję sukcesu tego zapachu, ale nie mnie to oceniać, chyba był popyt na arbuzowe wonie. Ja za nimi nie przepadam, za dużo tego wodnistego czegoś. Co do trwałości to D&G, zatem poziom jak na letni zapach trzyma.

Nie oszukujmy się to jest zapach gumy Donald. Każdy kto ją choć raz żuł to potwierdzi. Zapach nadaje się według mnie na zimę, bo jest słodki i mocny, ale też ponoć świetnie pachnie w lecie.

Polecam! Wytrawny letni kokos za odpowiednią cenę. Kolejny zapach na lato, ale nie tak infantylny jak inne.

Od razu na wstępie przepraszam wszystkich miłośników tego zapachu, ale delikatnie mówiąc nie rozumiem jego fenomenu. Przesłodzona brzoskwinia, w dodatku ulep i nic więcej, ale po skrajnie przeciwnej stronie rzeczywiście "Heat".

Zapach ogólnie mówiąc bardzo podobny do L. B (D&G), to już wszyscy wiemy. Od siebie dodam, że więcej w nim cytrusów, natomiast L. B. jest bardziej jabłkowo-drzewny.

Piękne perfumy, to już nawet nie klasyka, ale pomnik! Nie dla każdego i nie w każdym wieku, aczkolwiek ponoć już młode paryżanki go używają.

Oj! To już nie jest zapach Happy. To jeden z tych ambitniejszych. Klient nie lubiący tematów przewodnich z dawnych lat nie powinien iść tą drogą. Właściwie trudno je opisać. To skomplikowana woń, ostra, ziołowa.

Tak jak nazwa wskazuje kwiatowy, radosny zapach. Nic specjalnego, ale na co dzień jak najbardziej tak.

Moje pierwsze perfumy tej firmy. Według mnie wcale nie takie znów NUIT. Spokojnie można używać w dzień, wtedy pachną konkretnie, świeżo i nowocześnie. Jak dla mnie jest to damska odpowiedź na Hugo Boss Bottled.

Typowy zapach sportowo-młodzieżowy. Kwiatowy.

Jeśli jesteś fanem sztucznej brzoskwini ten zapach jest dla Ciebie. 3 gwiazdki tylko ze względu na sentyment do firmy.

Bardzo podobny do pierwszej wersji Pure Poison. Tyle, że więcej tutaj akordu jakby kadzidełka. Nie jest zły, ale z dwojga wolę jednak stary Pure Poison.

Nie podobne do pierwowzoru, gęste, zawiesiste, głównie czuć jaśmin.

Fajne, głównie czuć białe kwiaty.

Jeśli chodzi o zapach, to balsamy są great! Co do nawilżenia i pielęgnacji to nie oczekujemy rewelacji. Te balsamy mają jedynie pachnieć.

Długo na nie chorowałam, jednak stwierdziłam, że to nie to. W lecie akord wódki i świeżo wypranej białej koszuli staje się mocno syntetyczny i męczy.

Miałam. Piękny zapach. Według mnie jakby śliwka wymieszana z figami, potem drzewno-kwiatowy akord z czymś co tworzy niuans męskiej wody kolońskiej. Niestety po reformulacji.

Miałam zapach Angel i Wish. Według mnie Wish NIE jest podobny do Anioła. Jest jak jego tani zamiennik. Dodatkowo więcej w nim nut karmelu.

Potwierdzam liczne komentarze - zapach słodkiego budyniu lub ryżowego puddingu z odrobiną laski wanilii. Według mnie podobieństwa do HP Diora brak.

Ciepłe, gęste, ciężkie, wieczorowe, słodkie.

Szlachetniejsze i bogatsze od pierwowzoru. Miód i malina. I to nie jest porównanie tylko krótki opis tych perfum.

Chyba ze mną jest coś nie tak, bo ten zapach nie jest dla mnie ani kobiecy ani intrygujący, czy magiczny. Sztuczny słodki zapach, który zaczyna się wonią mizerii ogórkowej z koperkiem.

Fajny, polecam. Pachnie jak dość droga oranżada.

Nie mam i nie używam, chociaż uważam, że zapach jest piękny. Cynamon i goździki pełną parą. Odkąd kupiłam i poznałam Kenzo Jungle le Tigre uważam, że słoń jest lepszy, ładniejszy.

Nie rozumiem fenomenu tego zapachu. Mocny imbir wpadający w wodę kolońską. Nic poza tym.

Ten zapach albo się kocha albo... Nie umie unieść. Ja nie dałam rady, chociaż doceniam kunszt twórcy. Klasyk rzadko spotykany na ulicach, ale może zabić pokonać. Słodycz która jest bardzo charakterystyczna, to nie są ciastka czy karmel, ale lukrecja, którą osobiście tak "uwielbiam", że czarne żelki z lukrecji wylądowały w śmietniku.

Bardzo poprawny kwiatowy zapach.

Jestem na nie, podobnie jak LVEB, za mocne, za słodkie za znane...

Bardzo ciężkie, słodkie, pachną jak kokosowe wafle z dodatkiem sezamu.

Czy ktoś może powiedzieć coś o dołączonym do tych perfum accord Illicite?

Lepiej nawilża, niż seria z jedwabiem, ale nie pachnie tak samo ładnie i z tego powodu mniej z niego frajdy. Dlatego fanką kremów do rąk Ziaji nie zostanę.

Bardzo ładnie pachnie. Zapach tego kremu to duży plus i to by było na tyle, owszem nawilża i regeneruje, ale na chwilę.

Pachnie ogórkiem podobnie do serii ogórkowej Dove. Dla mnie bardziej gadżet do torebki, niż krem. Jest go tak mało, że aż żal używać, a szkoda - jako krem dobry. Nawilżał i to na długo.

Zapach podobny do pierwowzoru, ale ciut: mocniejszy i słodszy.

Różany zapach świetnie sprawdzający się o dziwo w zimie, niż na wiosnę i lato. Dla mnie jednak za mało tajemniczy i zbyt oklepany wśród studentek.

Cierpka cytryna i drewno cedrowe, tak w skrócie można opisać ten zapach, ale jak dla mnie troszkę za męski.

Słodkie, przyjemne, ciasto makaronikowe robi tu dużo roboty. Ogólnie polecam fanom zapachom jadalnym, ale szkoda, że słaby w projekcji.

Znam ludzi, których ten zapach zafascynował, gdyż dla nich był to zapach świeżości jakby ktoś wyszedł dopiero co spod prysznica (co zamierzała zresztą sama Lopez). Ja tego nie łapię i dla mnie to tylko mydło z piżmem.

Polecam, dla tych co lubią figi w perfumach. Ciekawy zapach, bo słodycz fig przełamuje szałwia przez co zapach jest świeży i wiosenny.

Zapach poznałam przez zagraniczny YT, nie wiem czy to zasługa zapachu czy PR firmy, ale co druga anglojęzyczna blogerka miała ten zapach i muszę powiedzieć, że zapach czerwonych owoców podany jest w sposób elegancki całkiem ok, bardzo elegancki.

Na pewno polecam ten zapach tym, którzy są już zmęczeni słodkimi trendami. Ogólnie dla mnie to jednak rozczarowanie. Reklama super, spodziewałam się czegoś sexy, a tu tylko zapach jakby szampana z suszonymi truskawkami.

Lubię perfumy TF, ale te "lepsze" kosztują znacznie drożej. Sam Black Orchid już wszyscy zapewne znają, jak nie: to powiem w skrócie jest to mocny zapach, niby mroczny, ale rzeczywiście trąci czymś cukierniczym. Mnie nie uwiódł.

Co to w ogóle ma być? Ani to perfumy, ani dezodorant... Pachnie jak lawendowa mgiełka, nic poza tym.

Miałam je kupić, ale ostatecznie zrezygnowałam, bo stwierdziłam, że nuty brzoskwini nie są dla mnie, ale co tu dużo mówić - klasyk. Warto się z nim zapoznać.

Dobrze, że moda na niego trochę ostygła. Tego zapachu już wszędzie było za dużo i to nie tylko na jesień i zimę, ale również w lecie!!! Co prawda zapach ładny - karmelowych cukierków, ale niestety padł ofiarą własnej popularności.

Dziwny zapach. Niby ładny, ale ten sztuczny cukierniczy puder nie zachwycił mnie.

Nic dobrego o tym zapachu nie mogę napisać. Dramat po prostu. Sztuczny, chemiczny zapach cytryn i to z takich tanich środków myjących.

No cóż, jeśli ktoś spodziewał się czegoś nowego i zarazem innego od słodkich ulepów to się troszkę rozczaruje, bo ten zapach jest taki sam jak inne. Słodki i mocny. Innowacją jest to, że słodycz wpada w niuans dla wielu osób - poziomek, dla mnie winogron.

Ulubiony zapach pewnej słynnej Natalii i takim też kobietom ten zapach polecam. Ostry, liliowy, zmysłowy, kobiecy. Co do podobieństw, raczej popieram zdanie powtarzające się na zagranicznych forach, że jest podobny do Perceive z Avonu, albo przynajmniej coś w tych klimatach.

Dobrze nawilża, nadaje różowy odcień cieniom pod oczami, pięknie pachnie. Nie spłyca zmarszczek, nie usuwa opuchnięć. Brak widocznej informacji (dostępnej tylko dla wnikliwych), że jest to krem tylko dla młodych dziewczyn do 25 roku życia.

Ja się w monotematycznych zapachach nie lubuję, ale jak ktoś lubi maliny to polecam, jak do tej pory najlepsza malinowa propozycja na rynku.

Trudno mi w to uwierzyć, że za tym zapachem stoi firma, która na koncie ma takie hity jak chociażby Euforia, woń jak z dezodorantu...

Ok, rozumiem reklama dźwignią handlu... Nic specjalnego oprócz tego, że to nowość.

Napiszę krótko: nie! Strasznie słodki w tym negatywnym słowa znaczeniu.

Strasznie słodkie i chemicznie infantylne.

Ciekawy kokos.

Cukiernicza śliwka w likierze tyle w temacie. Komu mogłyby się spodobać tego nie wiem, może brunetce po 40 -stce, w futrze zimową porą? Mnie nie uwiodły, za bardzo monotematyczne.

Wersja z 2009... No cóż, nawet nie stała obok tej z lat 70, ale w przypadku tych perfum to nawet lepiej, czego nie mogę powiedzieć np.: o Poison Dior'a, mimo wszystko wciąż jest to zapach dla silnych i niezależnych kobiet, nawet bym powiedziała trochę władczych. Mnie ten mocno bijący po nosie orient nie uwiódł.

Bardzo ładny, kobiecy zapach.

Chciałabym bardzo, żeby ten zapach choć trochę był równie przyjemny co Manifesto YSL, ale nie jest. Mocno słodki, a liść laurowy tylko drażni.

Zapach niby podobny do MP Diora, ale według mnie tak nie jest. Brakuje mu dior'owskiej elegancji, no i za dużo tej słynnej aptecznej kamfory, to też minus.

Mój kolega używa tego zapachu, czuć ten zapach w całym gabinecie, nie powiem, żeby mi to przeszkadzało, wręcz przeciwnie ciekawie pachnie :-)
Nie znam się na męskich perfumach, ale według mnie nie jest podobny do Hermesa.

Ten krem wg mnie ma same plusy:
1)wyraźnie pachnie imbirem i drewnem sandałowym
2)średnio nawilża, ale przy dłuższym stosowaniu czuć poprawę kondycji skóry
3)składa się z naturalnych składników
4)wbrew pozorom starczy na długo.

Świeży i zielony, chyba jednak wersja niebieska i żółta była lepsza.

Nie wiedziałam, że nadal ten zapach jest produkowany. To tak jakby natrafić jeszcze na Masumi w kiosku. Mocny, słodki, kobiecy i chyba wyparty przez podróbki. Zwracał na siebie uwagę, ale o to nie trudno przy ciężkich woniach. Miałam raz i więcej do niego nie powróciłam.

Nie oczekujcie tutaj kokosów, ani olejków do opalania. JLo oferuje nam sztuczne kwiaty jak z chemicznych środków do płukania. Może tak pachnie w Miami balkon po rozwieszeniu prania?

Totalnie zmieszany z błotem przez blogerów, a ja uważam, że niesłusznie. Dla mnie te perfumy pachną wonią malinowych cukierków pudrowych z lat 90. Nie jest to zapach ambitny, ale były gorsze na rynku.

Ciekawy i trwały zapach. Testowałam go tuż po premierze w PL czyli w zimie. Zgniła zieleń, mentol, wanilia i na koniec akord burbonu. Niestety przy tym zapachu popadłam w dziwną melancholię, smutek, nostalgię. Nie potrafię tego wytłumaczyć.

Pachnie siankiem, woskiem pszczelim - po prostu jest sielsko! Gdybym miała celować porę roku to oczywiście byłoby to lato.

Ojej! Takiego monotematycznego zapachu jeszcze nie spotkałam. Musujący, pomarańczowy proszek do zrobienia napoju, albo jeszcze lepiej pomarańczowe landrynki "nimm2". W skrócie: dla wielbicieli tematu.

W wersji sprzed 12 lat mydła nie wyczuwałam, były natomiast kadzidełka indyjskie i do tego bardzo trwałe. Ponoć dzisiejsza wersja ma inną formułę.

Zapach podobny do produktu o nazwie: jedwab do włosów firmy Biosilk. Baaardzo trwały, lecz w tym przypadku minus, bo nie był to mój klimat.

Mogą być, dramatu nie ma. Cytrusy i kwiaty. Dużo wyższy poziom, niż Puma Jamaica 2 Woman, ale to nadal ten sam temat przewodni, pomimo różnic w składzie.

Super zapach, idealny na wakacje. Nie ma nic lepszego w lecie, niż zapach tłustych lodów pistacjowych.

Mogę się mylić, ale proponowałabym fanom L'Imperatrice 3 zapoznać się z tym zapachem. Sam zapach to 100% cukierka arbuzowego.

Jest moc! Cynamon pełną parą. Opium i Obsession mogą się schować.

Super zapach! Pewnie bym kupiła, ale no coż... Nie stać mnie. Wielu blogerów porównuje damski odpowiednik do męskiego z kilkoma modyfikacjami, ale ja osobiście go nie znam, dlatego wypowiem się tym dla kobiet, to bardzo świeżo-owocowy zapach z charakterem sportowym i bardzo trwały.

Nie sądziłam, że znajdę ten zapach w perfumerii online, ale był! Sam zapach nie trafił w moje gusta, zbyt korzenne i ciężkie, ale perfumeria pod względem kontaktu z klientem i oryginalności wyrobu 10/10!